Idzie, ale czy nowe?

Jutro wybory do PE, w których PO najprawdopodobniej zgarnie najwięcej głosów. Zadziała pewnie jeszcze tym razem magiczne zaklęcie: żebyśmy nie musieli się wstydzić (oszołomów z lewa i z prawa). Nie jest to najgorszy scenariusz. Platforma ma kilku naprawdę dobrych europosłów. Jest to pogląd w moim środowisku niepopularny. Zalety partii Tuska, a takie istnieją, są tematem tabu. Duża w tym zasługa Cezarego Michalskiego, który tym zaletom pozwala przesłonić sobie znacznie poważniejsze wady.  Natomiast niektórzy platformersi w PE angażują się w istotne dyskusje i pilnują spraw dla Unii istotnych, domagając się m. in. przejrzystości potencjalnie groźnego porozumienia TIPP.

Moim celem nie jest wychwalanie rządzącej partii. Jej polityka „wycofywania się na z góry upatrzone pozycje” w różnych sferach przyniosła dość opłakane rezultaty. Spadająca dostępność usług publicznych, rezygnacja z aktywnej polityki społecznej czy ukłony wobec koncernów w zamian za mgliste obietnice to przykłady takiej polityki. Piszę o PO, ponieważ kandydatem tej partii na Dolnym Śląsku jest autentycznie popularny w regionie minister Zdrojewski. Oznacza to, że najprawdopodobniej na początku czerwca poznamy jego następcę.

Kto nim będzie? Według plotek i analiz, co w tym wypadku jest tożsame, największe szanse mają Małgorzata Kidawa-Błońska i Rafał Grupiński. Jeśli premier zdecyduje się na tego ostatniego, zapewne będzie się on bronił rękami i nogami. Szef największego klubu w Sejmie to jednak znacznie lepsza posada, niż nadzorca niezdyscyplinowanej i roszczeniowej artystycznej trzódki.

Niezależnie od tego, kto obejmie stanowisko nie należy się spodziewać wielu zmian. Następne wybory już za chwilę. W miarę pewne jest więc 18 miesięcy. Jest to czas wystarczający na objazd włości i niewiele więcej. Dlatego nie należy się spodziewać żadnych gwałtownych ruchów. Z całą pewnością nie nastąpi żadna zmiana kursu. Byłoby to przyznanie się do błędu i policzek wymierzony byłemu prezydentowi Wrocławia oddelegowanemu, jak to ujął Orliński, do konsumpcji muli. Zresztą zmiana kursu byłaby sprzeczna z logiką, która przenika działalność rządu w każdej chyba sferze. Ta logika opiera się na przekonaniu o konieczności budowania enklaw postępu, przewadze widocznych, namacalnych efektów nad miękką polityką. Jest ona bowiem logiką spektaklu, tworzenia na pokaz i to nie tyle dla obywateli, co Zachodu. Tak, ta mantra dalej jest powtarzana. I działa (ostatnio odkrywam, że wiele różnic w poglądach bierze się z odmienności pokoleniowych doświadczeń) głównie na czterdziesto- i pięćdziesięciolatków.

Zatem następca Zdrojewskiego będzie nadal inwestował w infrastrukturę, wzmacniał najsilniejsze instytucje i deklarował wdrażanie strategii rozwoju kapitału ludzkiego. Aha, i zawsze może być gorzej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *