Nie śpię, bo czytam Graff

Jest pierwsza w nocy. Przez Agnieszkę Graff pójdę do pracy zaspany. Ale warto. „Matka feministka” to wciągająca książka. Myślę, że każdy, kto ma chociaż krztynę wrażliwości odnajdzie w niej coś znajomego.

Tak, jestem mężczyzną. Nie, nie mam, jak dotąd dzieci. A jednak ta książka mnie dotknęła. Jest to chyba jedna z najlepszych politycznych książek, jakie czytałem. Jednocześnie bardzo osobista. Stanowi świadectwo przemiany: ewolucji poglądów, wrażliwości i postaw. Emancypację emancypacji. Jest tu także o zmianie pokoleniowej (dużo ostatnio na ten temat myślę, więc ostatnio wydaje mi się, że prawie wszystko jest kwestią pokoleniową: głosowanie na PO przy raczej lewicowej wrażliwości, poparcie dla odbudowy Pałacu Saskiego, poparcie dla Korwina, itd., zupełnie jakby tkanka społeczna rwała się co 20 lat i doszywany był kompletnie inny wzór, co jest skrzywieniem, ale do diabła – coś te doświadczenia pokoleniowe ostatnio wyłażą – co się działo w latach 90 tych., „gimby nie zrozumieją” itd.)

Wydawnictwo „Krytyki” kokietuje na okładce, żeby przekonać się, czy Graff została konserwatystką, czy też nie. Chyba nikogo nie zaskoczy, że nie.

Natomiast fakt – przyjęcie roli matki i jej przemyślenie odsunęło ją od dużej części środowiska. Sądzę, że taką przykrość – natrafienia na mur, nieumiejętność przekazania swoich wrażeń, komuś nadal światopoglądowo bliskiemu rozumieją wszyscy z mikrolewicowego planktonu. Dla mnie na przykład tą ścianą często jest niezrozumienie, że postulaty „obyczajowe” nie są „drugorzędne” w stosunku do ekonomicznych. To są te same postulaty. Strach, że nie da się zmobilizować ludzi do walki o więcej równości i wyższe podatki, kiedy mejnstrim rzuci dofinansowanie in vitro czy legalizację związków jednopłciowych ma może i swoje podstawy. Ale lewica, jak sądzę, walczy o wolność, więc na tym się nigdy nie zatrzyma. Co nie znaczy, że to nieważne.

Przez temat macierzyństwa Graff pokazuje polskie problemy: z brakiem dostępności żłobków, kulturą poniżania rodziców (chociaż autorka przekonująco dowodzi, że „rodzic” to głównie matka i że nie jest to w porządku ani wobec damskiego ani męskiego rodzica), nieprzystosowaną infrastrukturą. W jednym z felietonów pokazuje, że to koszmar trafić do wolnorynkowej piaskownicy zamiast do takiej bardziej przywiązanej do wartości spółdzielczych. Graff jest szalenie wrażliwa na punkcie tego, że otaczający ją świat jej dwuletniemu synkowi już zapuścił wąsy i zamyka powoli w konserwie.

Bycie matką karze się więc zmierzyć: z ekonomicznym wykluczeniem kobiet, presją kulturową, niską dostępnością i jakością publicznej służby zdrowia, zaniedbaniem przestrzeni publicznej, prywatyzacją problemów i oddaniu pola prawicy (w dużej mierze przez doktrynerstwo właśnie – w przypadku feminizmu, który zajmuje Graff będzie to nadmierne antykościelne skupienie na indywidualizmie, w wypadku innych zagadnień jest to często niewrażliwość na potrzeby rzeczywistych ludzi, co znam, bo cierpię na tę głuchotę i aparat pomaga tylko do pewnego stopnia):

Nasycona sentymentalizmem i egzaltacją ideologia macierzyństwa jako jedynego „powołania” kobiet od lat zastępuje w Polsce poważną politykę społeczną dotyczącą rodzicielstwa, dzietności i systemu opieki. Matka kocha więc sobie poradzi. Państwo umywa ręce. Po co ściągać alimenty i budować realną sieć pomocy dla samotnych matek? Przecież matki nie pozwolą, by dzieci były głodne, poradzą sobie! Po co prawdziwe gwarancje powrotu do pracy po urlopach macierzyńskich i wychowawczych? Poradzą sobie same, mamy przecież wolny rynek. Znieczulenia przy porodzie? Refundacja antykoncepcji? Podjazdy dla wózków? Przewijaki w urzędach? Eee tam, kobiety sobie poradzą. Istotnie, w większości jakoś sobie radzą, stając się jednak obywatelami drugiej kategorii. (s.76)

Autorka „Świata bez kobiet” pokazuje też uniwersalne doświadczenia: przemijania, konieczności skonfrontowania się ze sobą z przeszłości, poczucia odtrącenia. I robi to dość subtelnie.

Ale jednak, sądzę, że Graff opowiada przede wszystkim o PRZEMOCY. I mówi to ktoś, kto doświadczył tego na własnej skórze. Ktoś, kto wysłuchał setek historii o cięższych od swojego przypadkach. Graff wspiera jej mąż, co nie jest, okazuje się, takie oczywiste w kraju, gdzie Rodzina jest święta. Rodzina może jest święta, ale mężczyznom łatwo się z takiej abstrakcyjnej rodziny wypisać. I wtedy zostaje tylko nieszczęsna matka z dzieckiem, których największym pomnikiem w Polsce jest gigantyczny szpital.

A zadaniem lewicy jest chronić ludzi przed przemocą. Przed wyzyskiem. Przed podłością, jaką jest mamienie pozorami wyborów (gdziekolwiek chcesz iść, musisz zapłacić za każdy krok pieniędzmi, których nie masz).

Chciałem zakończyć cytatem.  Najpierw pomyślałem o fragmencie, w którym mowa, że nie ma „zimnych suk” i „kwok” – tylko pęknięcie w świecie, który nie jest dla kobiet. Ale ostatecznie wybrałem ten:

Kolejne rządy uchylały się od tworzenia spójnej polityki rodzinnej, zastępując opiekuńczą funkcję państwa restrykcjami w sferze praw reprodukcyjnych (brak edukacji seksualnej, trudny dostęp do antykoncepcji, zakaz aborcji). (…) Kryzys demograficzny w kraju powszechnej miłości do dzieci to nie żaden paradoks. To pochodna ogromnej presji kulturowej i ekonomicznej, z którą ludzie wchodzący dziś w Polsce w dorosłość zwyczajnie sobie nie radzą. Zwłaszcza polskie kobiety są tej presji świadome i starają się jej po prostu wymknąć. (s. 62)

Dobranoc.

_______________________________________

Agnieszka Graff
Matka Feministka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014
str. 250

 

4 komentarze/y

  1. Uwielbiam Graff. Pewnie ciągle to słyszy, ale gdy ją czytam, odczuwam miłe wzruszenie, że jest jakaś bratnia dusza w świecie.

  2. Pewnie nie wypada się odzywać pod recenzją własnej książki, ale chciałabym Panu BARDZO za nią podziekować. Ogromny to dla mnie zaszczyt i przyjemność być tak empatycznie i rozumnie czytaną. I to przez kogoś o zupełnie innym doświadczeniu życiowym. Ubawił nie fragment o planktonie – coś w tym jest, teraz to dobrze widzę, bo jestem po Matce w dość dziwny sposób atakowana (jako backlash:).
    Serdeczności
    Agnieszka

  3. A ja sobie czekam, aż osoby takie jak pani Agnieszka odkryją i wyartykułują w podobny sposób, że w Polsce przemoc dotyczy również i innych grup- kobiet po 50-tce, starych ludzi, nie mówiąc o biednych i przewlekle chorych. Widzę, że to się dzieje na zasadzie: póki jestem piękna, młoda, bedzietna i wykształcona, patrzę na świat i opisuję go ze swojej perspektywy. Z całym szacunkiem dla AG, ale czeka ją jeszcze wiele takich objawień.

  4. Panią Agnieszkę znam od czasów studenckich i niezmiennie darzę dużym szacunkiem. „Matki” jeszcze nie czytałam – sama od 1,5 roku nią jestem i chyba podobnie jak pani Graff musiałam stawić czoła opisywanym przez nią zjawiskom, jak i zaskakującej konfrontacji moich wcześniejszych wyobrażeń z rzeczywistością. Bardzo ciekawa recenzja ciekawej książki! Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *