Ruchy w pieluchy

Grzegorz Lewandowski w tekście „Ambicje nas zjadają” wspaniale wchodzi w buty uszyte w latach 90tych dla kombatantów z Unii Wolności. Zaczynając od słusznego stwierdzenia, że ruchy miejskie angażują się w poważną politykę, kończy niczym Leszek Miller.

Lewandowski pisze o „niedojrzałości” ruchów miejskich. Miarą dojrzałości ma być stworzenie ogólnopolskiej inicjatywy przedstawicieli miast zabiegających o zmiany w prawie krajowym. Trudno nie przyznać mu racji. Taka inicjatywa jest bardzo potrzebna i dobrze, że ktoś się o to upomina. Trudno mi tylko zrozumieć, dlaczego w dalszej części swojego artykułu Lewandowski podważa sens głosowania na nowe siły.

Przypuszczam, że Grzegorz Lewandowski, któremu zasług dla stołecznej kultury odmówić nie sposób, kieruje się troską o skuteczność nowych inicjatyw. Leży mu na sercu, by zmiana, którą obiecują ruchy miejskie była trwała. Używa jednak retoryki, której nie powstydziłaby się Hanna Gronkiewicz-Waltz albo prezydent Majchrowski. Stosowany przez Lewandowskiego chwyt jest bardzo dobrze znany:  zakładanie przeciwnikom pieluch. A w tym wypadku – zakładanie pieluch (chyba) swoim.

„Upupianie” i argument z niedojrzałości to typowe elementy retoryki transformacyjnej. Recenzowałem jakiś czas temu książkę Borisa Budena, który zwraca uwagę na ten mechanizm dyscyplinowania. Ile razy bolesne decyzje reformatorów spotykały się z niezadowoleniem, elity solidarnościowe wołały o „niedojrzałym społeczeństwie” i konieczności „dorośnięcia do demokracji”. Dodam, że wiele z tych bolesnych decyzji, po latach okazało się być potężnymi błędami i boli do dziś.

Jednak nawet zakładając, że każda taka bolesna decyzja jest słuszna, używanie retoryki pedagogicznej i ustawianie się w roli nauczyciela źle robi demokracji. Unieważnia bowiem całkowicie roszczenia drugiej strony. Z dziećmi się nie dyskutuje, dzieci się wychowuje. Problem w tym, że to nie są dzieci, tylko dorośli, świadomi obywatele. Odbieranie im głosu kończy się zwykle wybuchem, ponieważ nie mają, jak wyrazić swoich potrzeb.

To, czego chcą ruchy miejskie to  więcej demokracji. Natomiast Lewandowski serwuje nam wizję polityki rodem z lat 90tych: żeby rządzić trzeba zasadniczo być ekspertem. Trzeba być „dojrzałym”. Oczywiście świadectwo dojrzałości wystawiają bardziej „doświadczeni” albo „światli”. W latach 90tych były to elity Unii Wolności i „Gazeta Wyborcza”. A w wypadku polskich miast, kto? Ich obecne władze? Rozumiem, że ruchy miejskie powinny nic nie robić, ponieważ są nie dość dojrzałe, by zrealizować, słuszny zresztą, postulat Lewandowskiego o stworzeniu lobby nakierowanego na zmianę różnych przepisów.

Lewandowski pisze, że aktywiści w pieluchach „nie są w pełni świadomi, jak skomplikowanym organizmem jest miasto”. Kto jest tego, poza Lewandowskim, bardziej świadomy? Obecne władze Warszawy? Przypominam, że to te same władze, które nie stosują własnej strategii transportowej, potrafią dołożyć kilkaset milionów do stadionu, a potem uzasadniają podwyżkę cen biletów brakiem pieniędzy. Te same władze, które chcą zrobić za nas złoty interes z kupcem roszczeń, zamieniając działkę z boiskiem na Foksal na działki na placu Defilad.

Przejawem dojrzałości i trzeźwego myślenia dzisiejszych władz jest na pewno nieumiejętność uregulowania kwestii tak zwanej „reprywatyzacji”, a w istocie dzikiej prywatyzacji publicznej własności.

Mam wrażenie, że Grzegorz Lewandowski wziął wygórowane oczekiwania od tych przedsiębiorców, którzy chcieliby od razu zatrudnić 23-letniego magistra z 10-letnim doświadczeniem. Niestety, życie tak nie działa. Jedną z tragedii naszego kraju jest nieumiejętność wychowywania sobie następców, pomagania podwładnym w rozwoju, krótko mówiąc – dbania o przyszłość.

Na koniec chciałem powiedzieć, że odwołanie przez autora zjadających nas ambicji do „House of Cards” jest straszne. Oczywiście, że fajnie by było, żeby ruchy miejskie umiały także trochę rozgrywać gierki. Ale po co nam kolejna siła polityczna, która, jak Frank Underwood będzie uprawiał grę dla samej gry? Czy naprawdę chcemy takich polityków, jak Frank, który wysługuje się koncernom energetycznym? Jeżeli tak, to rzeczywiście załóżmy pieluchy wszystkim, którzy są na tyle nierozsądni, że wyrażają troskę o przyszłość.

Przyznam, że nie spodziewałem się takiego tekstu po Grzegorzu Lewandowskim. Jest to dla mnie smutne świadectwo tego, jak warszawska polityka potrafi przemielić każdego. Ale jestem też zaskoczony, że artykuł opublikowała Kultura Liberalna. Kto, jak kto, ale liberałowie powinni rozumieć, że świński realizm oczekujący rozwiązań od ekspertów, a nie od aktywnych obywateli – to droga donikąd.

3 komentarze/y

  1. Co będzie dalej? W najlepszym wypadku część osób związanych z ruchami miejskimi dostanie się do rad. W każdym razie, mainstream będzie musiał wziąć ruchy pod uwagę. Mam nadzieję, że wahadło społecznych nastrojów wychyli się w końcu w lewo i będzie możliwa jakaś głębsza zmiana w myśleniu o miastach i kraju. Nie liczyłbym na to jednak zbytnio, bo bardziej realne jest wciąganie wszystkich w wojnę kulturową przez prawicę.
    Co nie zmienia faktu, że trzeba próbować. I nie dać sobie założyć pieluch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *