Albo psikus

Już przegraliśmy z Halloween. Co roku 31 października dostajemy materiały, w których dziennikarze najpierw wypytują ludzi z zamkniętych osiedli, dlaczego uważają, że ten amerykański zwyczaj jest super, a potem wyciągają jakiegoś księdza, który w dyni widzi samego Lucyfera. Otóż ten zwyczaj już został przeszczepiony i powoli wypuszcza coraz to nowsze pędy. Jestem przekonany, że zasadniczo większość ludzi, którzy kiedykolwiek oglądali jakiś amerykański serial po cichu marzy o tym, żeby mieszkać w Nowym Jorku. No i 31 października, tak jak w NY, w Warszawie są powycinane dynie, są imprezy i są dzieciaki, którym otworzyłem drzwi, a one powiedziały „cukierek albo psikus”. Oczywiście ten polski Halloween ma się do amerykańskiego, jak Warszawa do Nowego Jorku.

Nie uważam, że powinniśmy się martwić. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat przejmujemy od Amerykanów głównie kiepskie, złe i smutne pomysły: neoliberalną wersję kapitalizmu z deregulacją, idiotyczną wiarą w immanentną przewagę własności prywatnej nad dobrem publicznym, niechęć do myślenia w kategoriach ekonomicznych i zastąpienie ich wojną kulturową, trend kryminalizacji biedy czy wiarę w zbawczą moc gazu łupkowego. Może nadszedł czas, żeby sobie pożyczyć chociaż jeden trend niepolegający na kradzieży publicznego majątku, zatruwania środowiska czy zorganizowanej przemocy wobec biednych? Jasne, Halloweeen to takie fak ju dla „zacofanych”, środkowy palec od klasy średniej dla reszty społeczeństwa. Ale co w tym złego? Przecież nie można nikomu zabronić przebrania się w idiotyczny kostium i wymuszania dóbr.

Czy nie na tym opiera się polski Kościół? Trochę podejrzewam, że z tego się bierze tak ostre potępianie pogańskiego zwyczaju przez hierarchów. W końcu Halloween polega na zabawę strachem. Nie na tym opiera się nauczanie polskich księży? Straszeniem dżenderem jest tylko jednym z przykładów. Myślę też, że redakcja Frondy wymyśliła znakomity halołinowy żart publikując swój poradnik na Halloween. Jaki może być lepszy sposób na przerażenie rozbawionego dziecka, które prosi o cukierki, niż spojrzeć mu głęboko w oczy i spytać, czy nie chce wylądować w psychiatryku albo piekle?

Fronda nie chce cukierków, bo woli robić psikusy. Mnie zresztą zawsze zastanawia, jaki „psikus” może zrobić takie dziecko? Obleje mnie wodą? Narysuje mi gwiazdę Dawida na drzwiach? Powie: „cukierek albo zacznę Ci czytać felietony Warzechy”? „Daj słodycze albo cię obszczam”? Naprawdę jestem ciekaw psikusów. Bo jakiekolwiek by nie były zawsze będą niegroźne w porównaniu z dużymi psikusami. Dajmy rządzącym więcej cukierków, to może mniej będzie psikusów, jakie wycina polskim kobietom nieratyfikownie konwencji o zwalczaniu przemocy czy przeciw handlowi ludźmi, psikusów wobec wietnamskich imigrantów czy wreszcie psikusów, jakie dowcipni pracodawcy lubią wycinać pracownikom. Nie żałujmy cukierków!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *