Lewica i prawica TVN-u

Jestem chory. A kiedy jestem chory, oglądam filmy na laptopie i telewizję. Świat się niby zmienia, ale reklamy są zawsze tak samo dobre. Kocham poetykę reklam, gdzie autorytet rodzica bywa ostatecznym dowodem słuszności wszystkiego: „jako matka, bardzo wierzę w Hitlera”. Uwielbiam wszystkie te leki na zaparcia, wzdęcia, przeziębienia, spirala zadłużenia z majonezem, zapalenie pęcherza ze śledziem i Święty Mikołaj, który zamieszkuje w zwykłym domu. To mi przypomina, że świat to dziwne miejsce.

Oglądanie telewizji przypomina mi też, że jestem człowiekiem bardzo, bardzo naiwnym. A może po prostu uwielbiam się oszukiwać, że kultura rzeczywiście jest lewicowa. W to kłamstwo wierzy chętnie także prawica co jakiś czas przypuszczając ataki na teatr. Ale nie ma obawy! W kinie rządzi partia status quo, zwolennicy wiecznego pośrodkizmu. Jeden film robi więcej dla utwierdzenia samozadowolenia dominującej obecnie grupy lemingów, niż tysiąc sztuk teatralnych, dwie Krytyki Polityczne i dziesięć Nowych Obywateli dla wprowadzenia jakiejkolwiek lewicowej tematyki do świadomości publiki.

„Idealny facet dla mojej dziewczyny” to niesamowity przykład czegoś, co można nazwać kinem dla lemingów. Leming to oczywiście wygodny skrót myślowy. Przez leminga rozumiem osobę, która niekoniecznie musi głosować na PO. To przedstawiciel klasy średniej. Ktoś, kto zasadniczo wierzy w sukces transformacji. Wątpi w państwo i w możliwość jego poprawy, będąc przekonanym, że wszystko zawdzięcza sobie.  Boi się dominacji prawicy, ale nie lubi też „tych feministek”. Jest ze stronnictwa „może racja, ale”. Może mówić rzeczy w stylu: „byłabym bogata, gdyby nie podatki”, a jednocześnie mówić, że ma lewicowe poglądy.

Celem filmu „Idealny facet dla mojej dziewczyny” jest wzmocnienie przekonania, że „umiarkowane siły” są oskrzydlone przez fanatyków religijnych i lewackich. Jest to znakomite dzieło propagandowe. Ten film jest po prostu nie-by-wa-ły. Przy całkowitej dominacji sił prawicowy, której różne wersje zgarniają w kolejnych wyborach koło 80% głosów, nie trzeba wielkiej odwagi na uderzanie w słaby ruch feministyczny i lewicę obyczajową. Parodiowanie Rydzyka też zresztą nie wymaga. Bardzo żałuję, że nie dane mi było obejrzeć tego filmu w kinie. Ciekaw jestem, jak reagowała widownia.

Jestem pewien, że nie potrafię oddać, jak niesamowity to obraz. W filmie napisanym przez komentatora Wyborczej, wielkiego Andrzeja Saramonowicza, śledzimy losy kompozytora Kostka. Kostek pochodzi z katolickiej rodziny. Jego cyniczny wuj prowadzi drugie Radio Maryja i wykorzystuje wszystkich wokół. Ma w ręku prawicowych posłów, którzy są wyłącznie dewotami i prostaczkami. Jest zakochany w Lunie, która jest dziewczyną naczelnej polskiej feministki – Klary. Luna została lesbijką, bo zawiodła się na Norbercie – reporterze, który kolekcjonuje kupy (serio). Oprócz Klary, polskiemu feminizmowi przewodzi Krzysztof Globisz, czyli Ryszarda.

Naczelna polska lesbijka też jest dość cyniczna i używa strasznie trudnych słów (ha ha). A w gruncie rzeczy zależy jej na organizacji. Daj Boże, by w Polsce jakaś akademia feminizmu mogła zrobić półtora miliona euro długu, jak to się dzieje w „Idealnym facecie…”. Żeby ratować swoją Akademię, Klara postanawia zrobić film erotyczny, na który dwa miliony euro wyłożą szwedzkie feministki. Ma w nim grać jej dziewczyna, Luna. Zakochany w niej Kostek również zgłasza się do udziału.

Pomijając szczegóły: wygrywa centrum. Siostra matki Kostka i złego księdza manipulatora okazuje się lesbijką. Nie tylko ksiądz, ale i lesbijka-feministka zostają ukarani. Ryszarda odnajduje kobietę, którą kocha.

Na koniec smaczek dla Ledera: główny bohater przynosi matce sushi. Kurde! Naprawdę nic dziwnego, że scenarzysta tego filmu został Mędrcem na Czerskiej.

Polecam ten film serdecznie. Pierwsza działka za darmo.

 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *