Te same tory

Czy polska polityka nie przypomina trochę polskiej kolei? Kto może – nie jeździ. Wygodnie podróżują tylko wybrani: w pendolino albo ekspresach. Reszta tłucze się InterRegio, bo jednak walczy jeszcze z impulsem przesiadki do pekaesu. Ale większość już zrezygnowała: jedni na rzecz jazdy SUV-em po autostradzie, drudzy – na rzecz smutnego autobusu.

Tak samo główne partie starają się zdemobilizować wszystkich, którzy są zmęczeni duopolem PO-PiS. Tak, jak dobry transport publiczny jest dostępny coraz mniejszej liczbie osób, podobnie partyjna polityka kanalizuje interesy i emocje coraz mniejszej grupy. Logika pendolino – wyspowej modernizacji przy zaniedbaniu całości systemu (co bardzo dobrze podsumował Michał Wszołek) prowadzi do wzrostu ilości gruchotów na drogach i ciągle grozi powtórką Szczekocin. Do katastrofy może też prowadzić pendolinizacja polityki.

Czuję, że jako wyborca oszukany przez Michała Sasa w Warszawskim Śródmieściu, powinienem zająć się dzisiaj głębiej nieporadnością stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Wypadałoby popluć sobie w brodę za głos na MJN. Bo w końcu nieposiadanie światopoglądu, a tylko „miastopoglądu” prowadzi prostą drogą do Wiplerjugend. A więc do zwycięstwa polityki polaryzacji, pogardy dla biednych, konserwatyzmu obyczajowego (jak radny Kozicki zareagowałby na seks osiołków?) i brzydkiej buzi oportunizmu. Czuję się tym zdemobilizowany.

Stowarzyszeniu Miasto Jest Nasze należy się lanie za ich „apolityczną” retorykę. W zasadzie jej stosowanie odbiera MJN możliwość krytykowania tej wolty. Ok, prawilna trójka wystąpiła przeciw woli Stowarzyszenia. Niemniej jednak prawicowi aparatczycy średniego szczebla, których udało się upchnąć na urzędniczych stanowiskach ku uciesze tak antyetatystycznego Przemysława Wiplera, nie powinni tak bardzo boleć. Jeżeli tylko mają właściwy miastopogląd.

Ale nie chcę się wyzłośliwiać. A siebie pobiczuję prywatnie. W każdym razie, eksperymentalne nowe siły polityczne są najczęściej rozrywane przez potężne pole magnetyczne wytwarzane przez istniejące partie. I pewnie łatwiej ulegają mu wszyscy ci, którzy „nie chcą robić polityki”. Ten temat wart jest osobnego tekstu, nie będę go tu rozwijać.

Chcę tylko nieśmiało zauważyć, że w ciągu ostatnich dwóch lat demokracja dostała ostro po łbie. Niedawno prezydent i premier udawali, że nie ma żadnego problemu z głosami w wyborach samorządowych, chociaż sytuacja, w której każdy średnio zdolny szympans może napaćkać w informatycznym systemie liczenia głosów jest POWAŻNYM PROBLEMEM. Nie sądzę, żeby to pomogło frekwencji. Tak, jak granie w warszawskim referendum 2013 roku na to, by przeciwnicy odwołania Gronkiewicz-Waltz zostali w domu.

To właśnie jest pendolinizajca: otwarcie mówią nam, że w tym pociągu nie ma dla nas miejsca. No i skutki będą opłakane. Wiplerjugend to dopiero początek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *