Aaaa ładny na eksport

Cieszy mnie, kiedy polskie produkty odniosą sukces na światowych rynkach. Czy to firma chemiczna zalewająca Brazylię proszkami do prania, czy eksporter lamp – wszyscy leją miód na moje serce. I nie chce mi się zastanawiać nad jakością produktów, bo skoro kupują od nas – to super. Wypada oceniać firmę pod kątem warunków zatrudnienia, regularnego płacenia podatków,  używanych technologii czy wpływu na środowisko. Ale w momencie, gdy odniesie sukces eksportowy – wszystkie grzechy zostają firmie odpuszczone.

Podobnie jest z filmem Ida. To nasz hit eksportowy i będziemy go teraz kochać. Jeżeli dostanie Oskara, reżyser Pawlikowski zostanie nowym bożkiem i oby następnym razem wybierał scenariusze napisane przynajmniej przez 16-latków. Jeżeli scenariusza Idy nie napisał 14-latek, który w czasie oglądał równocześnie Pokłosie, Siódmą Pieczęć i Czarnoksiężnika z Oz, to ja nic nie rozumiem. No dobrze, może ów tajemniczy autor oglądał filmy w rodzaju 48 godzin.

Po kolei. Zacznijmy od rytualnych zachwytów nad zdjęciami. Tak, zdjęcia są piękne. Po czterdziestu minutach maniera upychania ludzików na dole kadru zaczęła mnie męczyć. Nie zmienia to faktu, że pomysł skupienia się na ścianach i krajobrazie nad postaciami, który ma coś symbolizować (przestrzeń duchową nad każdą głową?) w połączeniu z dobrymi efektami z Instagrama robią cudowne wrażenie. Czerń i biel sprawiają, że film sprawia wrażenie wysmakowanego. Nie chcemy przecież, żeby kolor odciągnął widza od śledzenia Wielkiej Sprawy.

Obdarzeni dużą dozą dobrej woli krytycy widzą w Idzie kolejne dzieło, które mierzy się ze zbrodnią, jakiej Polacy dokonali na swoich Żydowskich sąsiadach. W przypadku skrajnie tolerancyjnych obrońców filmu, podkreślana jest „przystępna forma”, która przybliża trudny temat szerokiej widowni. Ja twierdzę, że Ida z niczym się nie mierzy.

Przypomnę, że w Polsce funkcjonuje „antysemityzm bez Żydów”. Że sporo Żydowskich rodzin nie mówiło swoim dzieciom, kim są. Że w społeczności polskich Żydów to, że ktoś się dowiedział przez przypadek będąc już nastolatkiem nie jest niczym niezwykłym. Że bycie Żydem nadal nie jest czymś, do czego można się ot tak przyznać – pamięć społeczna przechowuje te wspaniałe odruchy, które do tego doprowadziły. Że, wreszcie, przerwanie milczenia wokół Jedwabnego i innych mordów to nie był spacerek w słoneczne popołudnie.

A w Idzie wszystko jest jesiennym spacerem: jest trochę błota, wilgotno, ale słońce pięknie prześwieca przez pożółkłe osuwające się na ziemię liście. Wszystko udaje się znaleźć, wszyscy rozmawiają. Jeżeli nawet popełnili zbrodnię – to teraz odczuwają wielką skruchę. Kości wykopują i oddają – nie ma problema. Polska – to fajny kraj, gdzie wszystkim nam wkrótce się ułoży. Przecież, na Gwidona Borsuka, „Wielki Temat” kończy się po pół godzinie filmu! Nie ma żadnych rozstrzygnięć, żadnego rozliczenia. Czerwona pani sędzia, była stalinowska prokurator i jej siostrzenica – Irytująca Ida, małomówne dziecko jadą razem na wycieczkę. Syn gospodarza, u którego się ukrywali oddaje im kości bliskich. I już niedługo jadą na kolejną wycieczkę – pochować bliskich w Lublinie.

Te wydarzenia wpływają na bohaterki następująco: prokurator, która ostro piła, ostro pije. Potem nastawia muzykę klasyczną i skacze z okna. Ida postanawia zaznać ziemskich rozkoszy, po czym wraca do klasztoru.

Ja się pytam: co jest tak interesującego w schematycznym kinie akcji bez akcji? Bo to jest schemat kina akcji: gapowaty bohater dowiaduje się, że ma super wujka, który jest zupełnie odeń inny. Razem muszą zmierzyć się z przygodą. Ot i scenariusz pierwszej części filmu Pawlikowskiego. Druga część to scenariusz kina dla nastolatków: dorastająca Jordan musi wybrać karierę. Wcześniej jednak, postanawia się zabawić. Szalony weekend upewnia ją, że podjęła właściwą decyzję.

Nie wiem, czy Ida to tak zwane „kino gatunkowe”. Wydaje mi się natomiast, że ten prosty snuj, który pozwala widzowi spać spokojnie, bo „zmierzyliśmy się z Trudnym Tematem” zasługuje na te wszystkie nagrody. Widocznie nie ma już żadnych kryteriów. Wystarczy, że coś jest ładnie opakowane i można to eksportować. Płyń Ido po morzach i festiwalach! Każda nagroda się liczy. Ku chwale wielkiego Narodu Polskiego i Ojczyzny.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *