Powrót

Z powodu mojej pracy raz w roku ląduję w Indiach. Jest to fascynujący, niezwykły kraj. Kraj, a w zasadzie cały kontynent, o którym bardzo trudno powiedzieć coś jednoznacznego. Mam wrażenie, że każda próba przynosi dziwaczny efekt. Zawsze kończy się na zmieszaniu orientalizmu z jakąś karykaturalną lewicową gloryfikacją rozwoju i samostanowienia (co ma oczywiście mocne podstawy). Bo jak w krótkim czasie, nawet z jaką taką wiedzą, ogarnąć tę trudną,  cholernie złożoną rzeczywistość. Nie chcę się teraz o tym rozpisywać. Istotne jest, że Indie są bardzo wielkie i bardzo inne od Europy.

Jestem Europejczykiem, co zrozumiałem dzięki Indiom właśnie. I bardzo bym chciał, żeby mój kraj też się tak czuł: jako ważna część Europy, bez zadęcia i bez kompleksów. Dla mnie oznacza to przede wszystkim poważne potraktowanie wartości, o których tyle rozmawiamy i na których „krzewienie”, „wzmacnianie” i „budowę” wydajemy tyle publicznych pieniędzy. A w praktyce przedkładamy stabilność nad demokrację, sensację nad namysł i cichą pogardę nad tolerancję. To się dzieje w skali kontynentu i w skali naszego kraju.

Pewnie nie powinienem się przejmować. Ale dziwnie się czuję proponując Hindusom współpracę z krajem, w którym obrzydliwie rasistowska okładka Uważam Rze uchodzi za delikatnie rasistowską, a Angora żegna mnie na lotnisku tym niewinnym żartem z transferu Johna Godsona do PSL:

 

To, że posła Godsona okładka bardzo śmieszy, dziwności nie zmniejsza. I tak, wolałbym, żeby to był po prostu jetlag.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *