Tchórzostwo

Chociaż tegoroczna parodia zimy powoli ustępuje miejsca obiecującemu przedwiośniu, nie przesiadłem się jeszcze na rower. W Warszawie wystartowało już Veturilo, ale ja ciągle wracam do domu komunikacją miejską. Nowy tabor, jak wiadomo, wyświetla ciekawostki i reklamy. Przez ostatnie kilka dni nie dało się uniknąć wspaniałego wydarzenia. Do wzięcia udziału w biegu pamięci żołnierzy wyklętych autobusy i tramwaje zachęciły mnie ze dwadzieścia albo trzydzieści razy. Nie powiem, żebym uważał tę imprezę za wartościową.

Termin „żołnierze wyklęci” to straszna manipulacja. Bardzo wygodny termin, który tworzy kategorie z prześladowanych przez PRL partyzantów. I nie ma znaczenia, że spora grupa to prawdziwi zbrodniarze. Ważne jest to, że walczyli z PRL-em. PRL, to samo państwo, które w końcu doprowadziło do likwidacji analfabetyzmu, w fantastycznym tempie odbudowało zniszczenia wojenne i otworzyło perspektywy dla rodziców miłośników „wyklętych wojaków” jest traktowane jako wcielone zło. Co prawda przez 50 lat kilkadziesiąt milionów ludzi usiłowało w miarę normalnie żyć w tym organizmie, ale to nie ma znaczenia. To jest totalitaryzm i tu nie ma miejsca na niuanse. A skoro były grupy, które walczyły z tym państwem, to mamy nowych bohaterów. Nie chcę powiedzieć, że PRL był wspaniałym miejscem, bo nie był. Przez 50 lat panował mniejszy albo większy autorytaryzm, który ma na sumieniu całe mnóstwo grzechów. Ale jednak nie można traktować tego organizmu jako immanentnego zła.

Popularność żołnierzy wyklętych rośnie, bo można własny bunt niejako przepisać na nich. Kusi, żeby to słabe państwo, którego teoretyczność dotyka nas na każdym kroku potraktować, jak wyklęci PRL. Ba! Weźmy jedną z moich małych ojczyzn: okolice Parku Szczęśliwickiego. Na pętli autobusowej Szczęśliwice z muralu uśmiechają się do wysiadających znad ruin Warszawy „morowe panny”. Nieco dalej kotwica i liczba 44. Samochodów ze znakiem Polski Walczącej też nie brakuje. Wszyscy teraz walczą! Powstanie trwa! To już 25779 dni powstańczej walki.

I to jest tchórzostwo. Bo o ile łatwiej jest wzruszać się uwzniośloną i uproszczoną wersją historii, niż zastanowić się, jakie walki są do wygrania teraz, a nie w 1944 czy 1956 roku. Od razu podpowiem, że walka z gender, bicie „pedała” i inne ulubione rozrywki młodzieży raczej nie są zbyt dobrym pomysłem.

O ile łatwiej jest lecieć za wilczym tropem, niż zainteresować się bohaterką naszych czasów. Chciałbym doczekać momentu, w którym miłośnicy upartych partyzantów pobiegną na Nabielaka. Że zainteresuje ich historia Jolanty Brzeskiej, kobiety, która musiała w XXI wieku, w kraju, który tak kochamy, walczyć o swój dom i swoją godność. I która z tego powodu została bestialsko zamordowana.

Naprawdę chciałbym, żeby moi krajanie zamiast ciągle przemykać kanałami rozejrzeli się i zobaczyli kraj, w którym żyją obecnie. To byłby akt odwagi. A bieganie tropem wilczym zostawmy przyrodnikom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *