Detroit. Sekcja zwłok Polski?

Trzy razy w tygodniu w Trzecim Programie Polskiego Radia, dokładnie o 9:30 można usłyszeć melodię, którą wesołe krasnoludki śpiewały maszerując raźno do pracy w kopalni: hej, ho!, hej, ho!. Śpiąca Królewna, jak przystało na porządną kobietę, czekała na małych tytanów pracy w domu. A oni wykuwali. Dzielni malcy wykuwali dobrobyt i pomnażali bogactwo.

Myślę, że Informator Ekonomiczny Wiktora Legowicza to jedna z tych rzeczy, o którą powinniśmy zacząć dbać jako o Zabytek Transformacji (powinno być coś takiego). Pomnik „25 lat wolności”. Od dawna uważam za wspaniałe, że dżingiel tej ekonomicznej audycji sugeruje nam, słuchaczom, obywatelom, byśmy wzięli się do roboty. Zdaje się, że w latach 90. sporo ludzi wierzyło, że puste półki i kolejki biorą się tyleż z moralnie wątpliwego przywództwa, co z lenistwa. Stąd wezwanie, by „nie stać, nie leżeć, nie należeć”, tylko się dostosować.

Tak, wszyscy mieliśmy się otworzyć, jak pod wpływem głównie amerykańskich ekspertów otwierała się Polska. Nie to, żeby obecnie idea „otwierania się”, „pozytywnego nastawienia” i tak dalej miała się specjalnie źle. Ale ten polski american dream powoli staje się coraz płytszy i niespokojny. Bo Stany, choć jeszcze długo będą mityczną krainą, gdzie jeździ się zasadzić w sobie słońce, stają się powoli coraz bardziej prawdziwym miejscem.  A ta rzeczywistość (albo ta, albo ta) bardzo mało przypomina leśny domek skrzatów, które ciężką pracą zbudowały dobrobyt.

I mało kto tak wspaniale o tym opowiada, jak – nieznośnie czasem konserwatywny – Charlie LeDuff. Jego Detroit. Sekcję zwłok Ameryki połyka się w całości. LeDuff miewa ciężki dowcip i jest momentami nieznośnym samochwałą. Ale napisał wielką książkę. Trudno uniknąć kowbojskich metafor, bo nie da się inaczej opisać tego, co autor robi. On ujeżdża nieznośną rzeczywistość upadłego Motor City. Historia po historii, tragedia po tragedii – jedziemy ledwo trzymając się na grzbiecie. Lubię powtarzać frazes, że „USA to pierwszy kraj Trzeciego Świata”, ale nawet mnie było momentami trudno przyjąć stopień  zniszczenia niegdyś najbogatszego przemysłowego miasta Ameryki. Szczególnie smutne jest to, jak bardzo cierpi przy tym demokracja. Jakość elit opisywanych w Detroit jest tak koszmarna, że najgorszy polski polityk wygląda przy nich niemalże jak mąż stanu.

LeDuff traktuje Detroit jako wyraźny symptom choroby, która toczy cały kraj. Po materiałach, które kręcił dla Fox News wnoszę, że mógłby przyklasnąć krasnoludkowemu podejściu. Chociaż jako osoba wychowana w przemysłowym mieście, rozumie, że fabryka to koszmar. I pisze wprost o tym, jak uciekał od fabryki najdalej, jak się dało.

Pomyślałem o pracy, o tym, w co my w Polsce uwierzyliśmy, po tej historii:

– Pewnego dnia szef poprosił mnie, żebym umył pieprzone kible – mówi mój brat – Uwierzysz? Miałem myć pieprzone kible! To jest obrzydliwe. Ci faceci tutaj są jak zwierzęta. Klop wali, jak stan zapalny wątroby. (…) Ale potrzebuję pracy, więc muszę schować dumę do kieszeni. No więc grzebię w tych gównach i staram się nie oddychać przez nos. Otwieram jedną kabinę i widzę graffiti: „Pierdolić pracowitych”. (s. 98)

Piękne, prawda?

LeDuff kilkakrotnie podkreśla, że dostępność kredytu, nadmuchiwanie bańki oduczyły Amerykanów pracować. Tak się, jak można wnioskować, zaczęła plaga „ludzi o bezczynnych rękach”. I w tym świecie, w postapokaliptycznym mieście, samotny reporter-maczo odkrywa nie tylko, jak doszło do tej zagłady, a przy okazji swoje korzenie. To chyba nie jest bardzo lewicowa książka.

Czyta się to tak świetnie, bo kto nie lubi makabry? Gdzie są trupy i wypadki, tam zawsze są gapie. Prędzej czy później zawsze się pojawiają. Ale jeśli wziąć deklaracje LeDuffa bardzo poważnie, że to „książka o przyszłości Ameryki i naszych desperackich staraniach, by się przed nią chronić” nagle przychodzą mdłości. Bo Detroit zaczyna nagle być grecką tragedią: pycha pionierów handlu i motoryzacji, rycerzy wolnego rynku zostaje brutalnie ukarana. Przez tę pychę cierpią miliony ludzi. I, co może najgorsze, „desperackie starania” nie przynoszą rezultatów.

Pamiętacie, jak się kończy Mapa i terytorium  Houellbecqua?

I następuje absolutny triumf świata roślinnego.

Tego, co opisuje francuski pisarz w swojej fikcji, LeDuffowi dostarczają prawdziwe historie z jego rodzinnego miasta. Przyroda odzyskała już około 40% Miasta Silników. Wraz z odpływem pieniędzy, cofa się fala cywilizacji: szkoły, służby porządkowe, to wszystko, co stanowi zasadniczo o jakości życia. Michel Houellbecq wróżył Francji, że stanie się skansenem dla azjatyckich turystów. Turyści z całego świata już dziś przyjeżdżają do Detroit oglądać zwłoki fabryk.

Przyszło mi do głowy, że gdyby USA organizowała wycieczki z Bliskiego Wschodu do Detroit i Baltimore, pokój na świecie byłby na wyciągnięcie ręki. Serio! Bo jak można nienawidzić czegoś tak rozpaczliwego?

Czytanie Sekcji zwłok Ameryki jest trochę, jak oglądanie The Wire: dobrzy ludzie miotają się w fatalnym systemie, uczestniczą w nieskończonej wojnie domowej, która toczy się bez końca w najpotężniejszym i jednym z najbogatszych krajów świata. Obejrzyjcie odcinek serialu albo przeczytajcie odpowiedni rozdział z książki o tym, jak policja manipuluje statystykami, bo sobie kompletnie nie radzi. A im bardziej sobie nie radzi, tym bardziej lubi wywalić jakieś drzwi o szóstej rano. Wiele to nie pomoże, ale PR jest super.

Im bardziej teoretyczne państwo, tym większa jego brutalność. Tak, jakbyśmy cofali się do przednowoczesnych form władzy: zamiast takiej, która nie musi być brutalna bo ogarnia całość życia obywateli (na dodatek zapewniając im dobrobyt) do takiej, która musi być krzykliwa, mocno podkreślać swoje istnienie. Trochę jak rozwiedziony rodzic wpadający raz na dwa tygodnie, żeby w jeden dzień „nadrobić czas” kupując dziecku wszystkie zabawki.

I tak sobie myślę, że może jednak Wiktor Legowicz i jego krasnoludki mają rację. Pora wziąć się do roboty. Bo nikt nam nie powie, jak mamy żyć. I nie ma co się bać błędów. Może Polska to nie Ameryka, Łódź to nie Detroit, ale koniec świata, jaki znamy i tak już nadszedł.

Hej, ho!

***

Charlie LeDuff Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, przeł. Iga Noszczyk Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *