Cisza wyborcza

Już nie mogę się doczekać ciszy wyborczej! Chciałbym, żeby trwała dłużej. Uważam, że pomysł z ciszą w ogóle jest dość absurdalny, ale skoro jest, to widocznie w jakimś celu. Moim zdaniem, ustawodawcy w swojej nieskończonej mądrości przewidzieli przesyt społeczeństwa politykami. To, że tak zwane uprawianie polityki będzie sferą salonowych plotek, krążenia bon motów (przeważnie topornych, jak zajazd udający góralską chatę przy drodze krajowej). Stało się, jak to ciekawie zauważył Marek Bińczyk w „Tygodniku Powszechnym”, sferą panowania esprit littèraire – słownych zapasów, gry retorycznej, która nie powinna być zanadto poważna.

Na nieszczęście ta podstawówkowa walka kogucików („nieskończoność faków w twoją stronę!”, „nieskończoność plus jeden!”, „lusterko!”), ma jednak ostatecznie wpływ na prawo, które może zaraz rzeczywiście trzeba będzie napisać od nowa (ja już zresztą zacząłem pisać). W związku z tym niestety nie można jej całkiem zignorować.

Oczywiście mediom nie zaszkodziłoby powstrzymanie się raz na jakiś czas od zrelacjonowania, co Kalasanty powiedział Laurentemu. Chciałbym też nie musieć wydłubywać komentarzy, które nie są skrajnie stronnicze albo całkiem powierzchowne. Naprawdę fajnie, mimo, różnych zastrzeżeń, że Dziennik Gazeta Prawna przynajmniej spróbowała przycisnąć kandydatów o TTIP.

Tak zwana debata prezydencka, którą wygrał nieobecny Komorowski, była najlepszym przykładem tej jałowości sporu. Duch literacki został przez TVP znakomicie wydestylowany. Najśmieszniej wypadała Ogórek, której przyszło raz odpowiadać po kandydacie Wilku. Do tej pory nie jestem pewien, czy on robił sobie jaja mówiąc, i to bardziej przekonująco od kandydatki SLD, o potrzebie napisania części prawa od nowa.

Debatę dobrze podsumował Korwin: „Przez 25 lat byłem sam (…). Dziś połowa kandydatów podziela moje poglądy”. I to jest być może najsmutniejsze. Bo to znaczy, że połowa kandydatów podziela zasadniczo wizję PO, tylko chciałaby doprowadzić do jej logicznej konsekwencji.

Platforma, jak na razie ma najlepszego Wuja Narodu. Tylko trochę jest za słaby. Kiedy się rozmawia z ludźmi, tęsknota za „nowym Piłsudskim” jest silna. Jasne, nie lubimy Putina. Gdyby nam się jednak trafił jakiś sympatyczny Włodek, co zrobi porządek, to czemu nie? Nie trzeba by się zastanawiać, głosować i w ogóle bajka. Marian Kowalski i Grzegorz „Strzelnica” Braun nieźle trafiają w te gusta. To wszystko jednak ginie w potoku powiedzonek i słownych przepychanek.

Dlatego potrzebna jest nam cisza wyborcza. Nie na dzień. Co najmniej na dwa miesiące. Najlepiej rozszerzona. Ile czasu byśmy mieli na dyskutowanie o ważnych sprawach? Może zamiast słuchać ogólników mielibyśmy czas się zastanowić? Szkoda, że to tak samo niebezpieczna mrzonka, jak nowy Ojciec Narodu, który zwolni nas z odpowiedzialności za siebie. Z demokracji, podobnie, jak z karuzeli życia wysiąść można tylko w otchłań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *