Starzy, naiwni i bezczelni

Przeczytałem z niedowierzaniem tekst Władysława Kumóra pt. Młodzi, naiwni, bez obciachu. Autor nie tyle „rysuje grubymi pisakami”, co po prostu wylewa na czytelnika dobrze znany koktajl. Uważam, że jest to po prostu obraźliwe. Pokazuje też na czym polega problem PO. Z redaktorem Kumórem zgadzam się w jednym: drugoobiegowa nomenklatura prawicowych mediów jest śmieszna i niebezpieczna. Ale, na litość, dlaczego nie widzi belki we własnym oku?

Autor ustawił się w kolejce redaktorów i ekspertów, którzy każą „młodym” (to znaczy komu?) siedzieć cicho. Bo przecież osiągnęliśmy już szczyt szczytów. Naprawdę? Tak, mamy wolność. Tak, jesteśmy w Unii Europejskiej. Ale Unia to nie raj, gdzie można sobie usiąść na golasa pod drzewkiem. To ciężka praca. Tak samo ciężką pracą jest dbanie o państwo: ludzi i infrastrukturę.

I tę ciężką pracę PO wykonuje tak sobie. Do tego stwarza wrażenie, że robi społeczeństwu łaskę. Tymczasem po prostu Platforma oparła swoje działania na błędnej logice. Przypominam „model polaryzacyjno-dyfuzyjny”, jak to słusznie skomentował Tomasz Piątek „wysuszenia przez zamoczenie”. Ten model pochodzi ze strategicznego dokumentu dot. rozwoju państwa i głosi, że najpierw trzeba wspierać już silne ośrodki, które pociągną za sobą resztę kraju.

Jest to błąd. Goszcząca niedawno w Polsce socjolożka Saskia Sassen pokazała, że główne metropolie są niejako „wyjęte” ze swojego otoczenia. Są lepiej połączone z systemem globalnym. I to dobrze widać. Z tego m.in. wynika, że wielkomiejskim elitom łatwo na co dzień nie myśleć o terenach, które zaczynają się zaraz za rogatkami. Budowa szybkiej kolei czy autostrad jeszcze bardziej to ułatwia: przemieszczanie odbywa się w abstrakcyjnej przestrzeni, wsie i miasteczka pojawiają się tylko jako nazwy stacji albo zjazdów.

Nawet w ramach metropolii, sytuacja ich mieszkańców jest bardzo różna. I tego Platforma postanowiła nie zauważać. Koncentrując się na autostradach, równych chodnikach, budowie nowych budynków zaniedbała całkiem ogromne rzesze ludzi z ich wrażliwością, marzeniami i doświadczeniami. Dlatego ludzie są wkurzeni. Straszenie PiS-em przy jednoczesnym ignorowaniu realnych potrzeb może tylko to wkurzenie zwiększyć.

Od jakiegoś czasu mam takie wrażenie, że energia jest podobna, jak za późnego Gierka. To „doceńcie, co macie”, „przecież jest lepiej”. To przekonanie, że „albo my albo barbarzyńcy”. Może w późnych latach 70. trzeba też było tak myśleć? Czy to chce mi powiedzieć redaktor GW? Że zachowanie status quo jest zawsze lepsze? To dlaczego miałbym nie zagłosować na konserwatystów?

Ta schizofrenia jest tym bardziej uderzająca, gdy spojrzymy na realne decyzje władzy. PiS to nie jest moja partia. Nie głosowałem na nich nigdy. Ale kiedy moja rodzina miała problem z nowym właścicielem budynku, to radny PiS wykazał jakąkolwiek chęć pomocy. Radni z PO nie byli zainteresowani problemem w ogóle. Tak, jak nie byli zainteresowani sprzedaniem warszawskiego SPEC-u za równowartość mniej więcej 3-letniej dywidendy. Nie byli zainteresowani zachęcaniem ludzi do głosowania w warszawskim referendum. No i zniechęcanie obywateli do uczestnictwa w demokracji się zemściło. Kiedy dołożyć do tego fakt ciągłego ratowania budżetu przez przesuwanie kolejnych zadań na poziom samorządu bez przyznawania wystarczających środków, wyłoni się obraz naprawdę wyobcowanego systemu. W połączeniu z kultem „ekspertów”, którzy zawsze mają przewagę nad zwykłymi mieszkańcami, stwarza to sytuację, w której obywatel czuje się bezradny. A to prowadzi do takiej sytuacji, że woli chociaż zobaczyć chociaż jedną grupę polityków, których uważa za krwiopijców, w kajdankach. Bo w realną zmianę przestał wierzyć.

Jaki jest sens wmawiania teraz „młodym”, żeby docenili osiągnięcia PO, powtórzmy to wyraźnie: służące najbardziej stosunkowo wąskiej grupie? Co z resztą? Ja nie widzę dla niej realnej oferty ze strony rządzącej partii.

Jan Paweł II powiedział kiedyś „nie lękajcie się”. Nie lękajcie się członkowie Platformy! Nie lękaj się Gazeto! Nie bójcie się przyznać do błędu. Nie bójcie się rozmowy z samym sobą. Zrozumcie wreszcie, że PiS wyrósł na nawozie arogancji najpierw Unii Wolności, potem SLD, a teraz PO. Jeżeli w imię interesu partyjnego demokracja – ta codzienna: wychodzenie do obywateli, tłumaczenie swoich racji, słuchanie – jest tłumiona zawsze kończy się radykalizmem.

Dlatego redaktor Kumór wydaje mi się stary, naiwny i bezczelny. Wierzy, że starymi zaklęciami zaczaruje rzeczywistość. Że zarazi nas swoim strachem. Dość tego! Czas na prawdziwą zmianę, a nie wybieranie „mniejszego zła”. Jak widać, zza pleców tego mniejszego ZAWSZE wystaje większe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *