Sebald

Niemiecki pisarz W. G. Sebald wciąż nie jest tak w Polsce tak rozpoznawalny, jak na to zasługuje. Prawdopodobnie winny jest temu styl jego książek: są zbudowane na dygresjach, czas płynie przez nie w różnych kierunkach i nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy za chwilę się znajdziemy.

Moja osobista przygoda z Sebaldem zaczęła się od Pierścieni Saturna. To dzieło wymagające skupienia, kontemplacyjne. W zasadzie nie ma w nim fabuły. Jest to zbiór przesiąkniętych poczuciem przemijania historii. Ale jak wspaniale połączonych!

Pretekstem jest wycieczka po południowej Anglii. Sebald potrafi z prowincjonalnego krajobrazu, półżywych miasteczek wyciągnąć ich esencję. Uczepia się jednej nitki – historii człowieka, domu czy portu i podąża za nią do kłębka: w głąb historii.

Bo proza Sebalda jest przesiąknięta obsesją historii. Chęcią uchwycenia „teraz” przez to, co już się wydarzyło. Historycy mają tendencję do traktowania swojego rzemiosła z nadmierną powagą. Szanuję żmudną pracę w archiwach i rzetelne opracowywanie tematu. Ale prozie historyków bardzo często brakuje lekkości. Nie schodzi z utartych ścieżek. Sebald wędruje, jak chce.

Co nie znaczy, że chodzi wyłącznie po bezdrożach. Po prostu nie boi się zakrętów, rozwidleń i zawracania. Wszystko to razem mówi więcej o nieprzystawalności wielkiej historii i osobistego doświadczenia, niż wiele postmodernistycznych książek naukowych. Ta nieodpowiedniość staje się wyczuwalna.

Widać to znakomicie w świetnej książce Wyjechali. Jest to zbiór portretów – angielskiego lekarza, którego pasją jest przyroda, starego wuja kamerdynera, niemieckiego nauczyciela szkolnego, malarza ogarniętego obsesją poprawiania. Ten ostatni portret jest chyba kluczem do tej książki: portret nigdy nie jest gotowy. Trzeba podjąć decyzję o zakończeniu pracy ze świadomością, że wszystkiego nie da się uchwycić. Świadomość niezupełności, nieprzystawania jest w tej książce obecna w szczególny sposób. Towarzyszy jej wspomniana wcześniej obsesja historii. Sebald rozumie bowiem, że jesteśmy po szyję zanurzeni w przeszłości. Dlatego należy ciągle od nowa ją badać. Trzeba starać się, jak najlepiej ją rozumieć.

Wydana niedawno po Polsku Wojna powietrzna i literatura to chyba najmniej ciekawa książka Sebalda. Jest to zapis wykładów wygłoszonych pod koniec lat 90. w Zurychu. Po ich opublikowaniu w niemieckiej prasie, spotkały się z silnym odzewem. Zapis tych reakcji stanowi drugą część książki.

W Wojnie… Sebald meandruje znacznie mniej. Stawia tezę, że alianckie bombardowania stoją u podstaw sukcesu  powojennych Niemiec. Trauma została wyparta. Prawie natychmiast nastąpił szał sprzątania i odbudowy. Wymiecenie historii przez bombowce pozwoliło spojrzeć w przyszłość. Jednocześnie ogniowe burze wywołane przez bombardowania stanowiły rodzaj boskiej kary za nazistowskie zbrodnie. Alianci więc przyczynili się do „wyrównania” wyobrażonych rachunków krzywd.

Ta ostatnia książka słusznie spotkała się z krytyką. Tezy, mimo ich uwodzącego przedstawienia, pozostają dyskusyjne, a jej kompozycja jest faktycznie nieco dziwna. Dla mnie jednak istotne jest to, że i w Wojnie… obecne są – i to może jeszcze intensywniej – istotne dla Sebalda obsesje. Swoimi wykładami i swoją książką stara się zarazić nimi rodaków.

Według mnie to poczucie misji zasługuje na ogromny szacunek. A Sebald zasługuje na uważną lekturę. Jego proza uczy, że historia jest trudna i niedostępna. W Polsce wszyscy prowadzą jakąś politykę historyczną. Niemiecki pisarz może nas nauczyć, jak z historii korzystać pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *