Konkubinat na cudzym

Książka 13 pięter Springera ukazała się w sierpniu tego roku. W tej chwili mamy wrzesień i słaby ogień debaty, który udało się książce rozpalić już się właściwie wypalił. Jak zawsze, pojawiły się „ważniejsze tematy”. Papierowa burza, która rozpętała się w związku z uchodźcami, których w Polsce nikt praktycznie nie widział na oczy jeszcze dobitniej pokazuje, że sferą publiczną rządzą emocje, zazwyczaj negatywne. Na dyskusję czasu brak.

Większość z nas ma problemy ze skupieniem uwagi. Skaczemy z tematu na temat i z zadania na zadanie. Nowe media każą nam nieustannie wykazywać zainteresowanie coraz to nowymi tematami. Aby nie pozostać w tyle, dać się zauważyć, dostosowujemy się do tego rytmu. Oczywiście do pewnego stopnia tak było zawsze. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że niewolnikiem bieżączki stają się debaty na każdy temat. Nie ma takiej sfery, która oparłaby się tej nieustającej zmianie. W rezultacie już nie tylko gazety, nie tylko tygodniki i miesięczniki, ale i książki stają się dostarczycielami jednodniowych podniet.

O polskim kryzysie mieszkaniowym musimy rozmawiać. Musimy się nim zająć jak najszybciej, ponieważ tkwi, jak kamień w trybach społecznej machiny. W zasadzie wszyscy zdają sobie z niego sprawę: ekonomiści, socjologowie, ruchy miejskie i politycy. A jednak obywatele zasadniczo dali się przekonać, że mieszkanie jest towarem, a nie prawem.

Dokąd może nas to doprowadzić pokazuje pierwsza, obszerna część książki. Springer opisuje koszmar przedwojennej stolicy: wszechobecnych bezdomnych i żebraków, przeludnione mieszkania, rodziny gnieżdżące się w ruderach lub przeludnionych schroniskach. Głód mieszkań, nie tylko w stolicy, był gigantyczny. Rozrastające się miasta nie dbały o przybyszów. Odrodzone państwo nie było w stanie pomóc rzeszom swoich obywateli egzystującym na granicy wytrzymałości.

Jedyną (!) szerzej zakrojoną próbą rozwiązania tej sytuacji było powstanie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Okazało się jednak, że bez szerzej zakrojonego planu, zmagająca się z opozycją polityczną spółdzielnia nie była w stanie zrealizować swojego głównego celu: dać zwykłej robotniczej rodzinie dachu nad głową.

Mamy tendencję, by patrzeć z nostalgią na dwudziestolecie międzywojenne. Czytając Springera, ze zdziwieniem odkryłem, jak bardzo zeszłoroczny festiwal Warszawa w Budowie dał się uwieść wyidealizowanej wizji przedwojennej stolicy. Pokazywał budowę eleganckich kamienic, które powstawały dzięki zwolnieniom podatkowym jako coś jednoznacznie pozytywnego. Tymczasem w 13 piętrach wyraźnie widać, że te kamienice dla może 2% warszawiaków powstały kosztem pozostawienia prawie całej reszty samym sobie.

Druga część książki poświęcona jest drodze, po której Polska na łeb na szyję pędzi do sytuacji przedwojennej. Masowe uwłaszczenie kosztem majątku publicznego, zaniedbane budownictwo społeczne, praktyczny brak ochrony lokatorów doprowadziły do tego, że każdy, kto ma zapewnioną tę podstawową potrzebę, jaką jest własny kąt może się uważać za nie lada szczęściarza.

Po raz kolejny widzimy zjawiska typowe dla polskiej transformacji. Mamy więc naiwną wiarę w rynek, która sprawiła, że politycy poczuli się zwolnieni z obowiązku tworzenia polityki. Mamy niechęć do tworzenia długoterminowej strategii. Mamy reprezentowanie interesów banków i deweloperów kosztem palących potrzeb społeczeństwa. Nawiasem mówiąc, biznes czyścicieli kamienic ruszył na dobre po tym, jak rząd Leszka Millera zmienił przepisy. Zmiany sprawiły, że biznes stał się bardzo dochodowy.

Przy poziomie zamożności, na którym znajduje się obecnie Polska, większość państw zachodniej Europy skupiała się na budowie mieszkań na wynajem. W tej chwili, jak podaje Springer, w Szwajcarii wynajmowanych jest ok. 75% mieszkań, we Francji 60%, a w Niemczech niewiele mniej. W Polsce ten odsetek jest znacznie mniejszy, a takie mieszkania właściwie nie powstają.  Całe pokolenie, jak stwierdzają rozmówcy, zostało mentalnie wykastrowane – mieszkanie trzeba kupić. Na kredyt. Tylko sprzedanie się bankowi na 30 lat postrzegane jest jako właściwa droga. Pokazują to zresztą badania Mikołaja Lewickiego i Mateusza Halawy.

Na co dzień o tym nie myślimy, ale ta sytuacja ma potężne społeczne konsekwencje. Przecina się z kluczowymi problemami współczesnej gospodarki. Ktoś uwiązany na 30 lat do mieszkania na kredyt nie będzie chętny wyjechać do innego miasta za pracą. Ktoś, kto nie ma zapewnionego dachu nad głową dwa, albo i trzy razy się zastanowi, zanim zdecyduje się na dziecko. Taki ktoś nie będzie też protestował: zbyt wiele może stracić.

Springerowi udaje się znakomicie uchwycić system. Pokazuje zespół czynników, które sprawiają, że postąpienie w pewien sposób staje się znacznie łatwiejsze. W 13 piętrach nawet frankowicze pokazani są jako ofiary. Bohaterowie są na tyle sympatyczni, że czytelnik zaczyna im współczuć. Można nawet zapomnieć, że są to osoby lepiej sytuowane, klasa średnia. I że akurat im udało się wywalczyć pomoc państwa – w przeciwieństwie do całej reszty społeczeństwa.

Wydaje mi się też ciekawe, że ci sami przedstawiciele klasy średniej, którzy (alternatywy praktycznie nie istniały, to prawda) ślepo wierzą we własność mieszkania, jednocześnie pewnie na całego korzystają z „gospodarki dostępu”. Nie kupują już płyt na własność – słuchają muzyki przez Spotify. Mają rozmaite abonamenty dające im dostęp do różnych serwisów, korzystają z Kindle’a. Ale przez myśl im nie przejdzie, żeby w ten sposób potraktować mieszkanie. Jasne, gospodarka dostępu to nie ideał. Jest to jednak model, który funkcjonuje już od jakiegoś czasu. Ale tam, gdzie jego zastosowanie mogłoby przynieść znaczne korzyści – jest niewyobrażalny.

Był kiedyś taki rysunek: na górnym kadrze dwoje ludzi, jeśli dobrze pamiętam schludnie wyglądających, w urządzonym wnętrzu i podpis – rodzina na swoim. Na dolnym kadrze rozwalona na kanapie para podpisana jako „konkubinat na cudzym”. 13 pięter jest o tym, że w zasadzie wszyscy jesteśmy na tym dolnym kadrze. A jeśli przypadkiem znaleźliśmy się na górnym, to i tak nie mamy powodów do radości.

Ta książka powinna być lekturą obowiązkową. Nie tylko dla posłów i senatorów, ale też dla wszystkich, którzy opętani manią historyczną idealizują II RP. Może powinien istnieć obowiązek dołączania jej do wszystkich materiałów reklamujących kredyty hipoteczne?

Po przeczytaniu 13 pięter już nawet nie podejrzewam, ale jestem pewien, że do listy problemów, z którymi państwo z dykty (23 gospodarka świata, jak to musi wspaniale wyglądać w 123ciej) nie potrafi sobie poradzić należy dopisać problem mieszkaniowy. Jeszcze bardziej jestem pewien, że póki będziemy zajmować się tymi problemami z osobna, póty nic się nie zmieni. Książka Springera jest bowiem w istocie wołaniem o politykę – o umiejętność przedstawienia i zrealizowania wizji. O to, by państwem rządzić, a nie zarządzać. By traktować je jako wspólnotę obywateli, z ich potrzebami i ambicjami, a nie zbiór ekonomicznych jednostek, które trzeba zapędzać do roboty.

Po 25 latach wspinania się na 13 piętro orzeł z czekolady smakuje bardzo gorzko.

***

Filip Springer

13 pięter

Wyd. Czarne, Wołowiec 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *