Łukasz Vian

Myliłem się. Szczerze powiedziawszy, byłem przekonany, że humorystyczne short stories nie są najmocniejszą stroną polskiej literatury. A jednak. Przeczytałem ostatnio prawdziwą perełkę ironii i humoru. Po przeczytaniu Niepotrzebnych kłótni o Leszka Millera popłakałem się ze śmiechu.

Łukasz Skurczyński zastosował metodę odległej asocjacji. Łącząc kompletnie nieprzystające do siebie linie argumentacji udało mu się wytworzyć efekt komiczny niespotykanej siły. Mam nadzieję, że nie zepsuję nikomu zabawy, ale muszę obficie zacytować źródło, żeby pochwalić wyczucie autora.

Skurczyński zaczyna od tego, że „jedynym działem skierowanym przeciwko Zjednoczonej Lewicy jest obecność na jej liście Leszka Millera”. Już w tym zdaniu widać, że autor będzie starał się osiągnąć efekt absurdu.

Nietrudno zauważyć, że ZLew przedstawiający się jako jedyna „rozsądna lewica” jest krytykowany za brak wiarygodności ugrupowań go tworzących. Zwracano uwagę, że SLD jest odpowiedzialny za konsekwentne prowadzenie polityki neoliberalnej: wprowadzenie liniowego CIT dla przedsiębiorców, wywołanie kryzysu czyścicieli kamienic, prawo umożliwiające eksmisje na bruk. W kwestiach obyczajowych SLD od dawna wykazywało się umiarkowanym konserwatyzmem. Twój Ruch, znany wcześniej jako Ruch Palikota, doświadczył jakiś czas temu spektakularnego rozpadu klubu parlamentarnego, poprzedzonego serią wewnętrznych sporów i prezentacji niezbornych propozycji w kwestiach gospodarczych. W tym kontekście partia Zieloni wygląda jak lewicowy listek figowy.

Obie formacje, co zresztą charakterystyczne dla polskich partii, są partiami wodzowskimi. Ich liderzy – Leszek Miller i Janusz Palikot wypowiadają się w imieniu całych partii. Występują też jako symbole całych ugrupowań.

Skurczyński postanowił zakpić sobie z tego stanu rzeczy. Przy okazji ostrze jego ironii zostało wymierzone w dyskurs polskiej polityki oparty na totalnej krytyce oponentów (strategię „totalnej opozycji” zastosował po raz pierwszy z sukcesem Leszek Miller, opisał to dobrze Robert Krasowski w Czasie gniewu):

„Zastraszanie i niemiłosierny hejt nie są ani właściwą, ani owocną taktyką polityczną. (…)Taką jednak metodę obrali niektórzy komentatorzy polskiego życia politycznego w stosunku do Zjednoczonej Lewicy. Nie potrafią się oni wysilić i przedstawić innej krytyki ZL, niż czepianie się i wytykanie palcem, niczym przedszkolaki, Leszka Millera.”

Trudno mi przypomnieć sobie inną sytuację, w której pojedyncza postać stałaby się symbolem błędów systemu. Z polskiej historii najnowszej przychodzą mi do głowy tylko przypadki Jaruzelskiego (a przecież PRL to nie tylko Stan Wojenny, poza tym generał nie biegał osobiście za demonstrantami), Balcerowicza (a przecież jego reformy to złożony proces, on był tylko wicepremierem), Kaczyńskiego i Tuska.  Nakładanie ludzkiej twarzy systemowi jest naturalnym, powszechnie występującym mechanizmem, dlatego muszę autorowi pogratulować. Pomysł, by jakieś występujące ogólnie zjawisko przedstawić jako wyjątek (np. oddychanie – było kiedyś takie opowiadanie Ephraima Kishona, w którym ludzie udawali, że nie oddychają) gwarantuje efekt komiczny.

Skurczyński podąża tym tropem dalej, jednocześnie dodając kolejny element – jawnie nietrafną analogię (zabieg znany z prozy surrealistycznej):

„Co więcej, czepianie się startu Leszka Millera z list ZL przypomina dyskurs ekstremalnej prawicy w sprawie uchodźców i uchodźczyń. Część przeciwników imigracji powołuje się bowiem na jednostkowe incydenty, jakie mogli ci ostatni spowodować w niektórych krajach Europy. (…)Podobnie postępują ci, którzy chcą wmówić wyborcom i wyborczyniom, że obecność Millera na listach ZL kompromituje całą lewicową koalicję. Tak się jednak składa, że różni ludzie kształtują to ugrupowanie.”

Brawo! Porównanie grupy ludzi połączonej trudnym losem w niczym nie przypomina partii politycznej, która wyłania swojego lidera. Ta jawnie wykrzywiona logika ma ogromny potencjał. Pomyślałem, że można napisać na przykład tak:

„Czepianie się George’a W. Busha jest bez sensu. Jest to jednostkowy przypadek. Amerykańska administracja, na czele której stał, składa się z setek tysięcy ludzi. W znacznej mierze to ludzie młodzi, dynamiczni i doświadczeni, którzy mają serce po lewej stronie”.

Super! W Łukaszu Skurczyńskim widzę ogromny potencjał. Nie mogę się doczekać, kiedy wyda jakąś większą formę. Kto wie, może w jego osobie doczekamy się polskiego Borisa Viana?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *