Rodowody odtrutką na osiem sekund

Uwaga! Ostrzegam, że niżej wszystko kojarzy mi się ze wszystkim. Nie należy wszystkich skojarzeń traktować całkowicie serio. Niniejszy tekst jest bowiem skutkiem jesiennego przygnębienia zaleczonego bardzo nieznaczną dawką wysokoprocentowego alkoholu. W związku z tym podszyty jest rzewnością, melancholią i niejasną nadzieją właściwą, jak wiadomo, Muminkom. Jestem przekonany, że gdyby Tatuś Muminka był trollem polskim, a nie szwedzkim, to miałby podobne lektury, co ja.

O czym to ja… Aha, czytam znowu Rodowody niepokornych. No bo czemu nie? W ten niespodziewanie listopadowy wieczór wszyscy pochowali się przed zimnem i deszczem. Wyściubianie nosa z domu nie ma żadnego sensu. Ale w domu też jest słabo, bo właśnie się okazało, że w ciągu 20 dni partia Razem dostała w telewizji publicznej 8 sekund czasu antenowego, a dwie największe partie po kilkanaście godzin. Nie pozostaje więc nic innego, jak spróbować się jakoś pocieszyć. Ale jak?

Można sięgnąć po Amerykańskich marzycieli Michaela Kazina i pocieszać się, że chociaż radykalne ruchy przegrały, ich postulaty zostały wchłonięte przez polityczny mainstream. Jest faktycznie jakaś pociecha w tym, że nagle godne płace, dobre warunki pracy i inne postulaty społeczne znalazły się na sztandarach głównych partii. Ale jednak nie liczyłbym na to, że one coś zmienią. Wojna symboliczna między prawicami jest zbyt wygodna, żeby ją nagle przerwać i zająć się realizowaniem postulatów, które wypełniłyby treścią konstytucyjny zapis o społecznej gospodarce rynkowej.

Dlatego w ten smutny dzień sięgam po Cywińskiego. I odnajduję w nim zdania, które jakoś dziwnie rezonują z naszą dzisiejszą sytuacją.

Lata po zniesieniu przez carat pańszczyzny w Kongresówce, to czas bezprzykładnego rozwoju przemysłowego. A jednocześnie moment ogromnych przeobrażeń społecznych, zagubienia dotychczasowych i wyłonienia się częściowo nowej elity oraz moment ostrych represji politycznych. Wyjąwszy ostatnie, tak zwane 25 lat wolności cechuje podobna skala przemian.  A co do represji – panowanie neoliberalizmu skutecznie zabijało możliwość szerszej debaty.

Sercem systemu zniewolenia była szkoła. W programie nauczania „chodziło o wychowanie i wykształcenie człowieka o takim typie kwalifikacji umysłowych, który, posiadając wiedzę konieczną do pełnienia swoich funkcji zawodowych, nie stwarzałby poprzez nieodpowiedzialny nawyk swobodnego myślenia kłopotów politycznych”.

Czytając to pomyślałem sobie o  tych wszystkich lekcjach przedsiębiorczości, niespójnych programach historii, która jakoś nigdy nie może dojść do współczesności. I o tym ciągłym nawoływaniu, żeby szkoły i uniwersytety „dostosowały się do rynku”. A więc, aby kształtowały zamiast krytycznych obywateli, z których innowacyjne firmy mogłyby mieć pożytek, „dobrych speców” – ludzi-drzewa, jak ich nazwał Nałkowski. Ważne, żeby myśleli o swojej sytuacji – i w żadnym wypadku nie kojarzyli jej z systemowymi uwarunkowaniami.

Cywiński wskazuje na konformizm i egoizm Polaków w końcu XIX wieku. Tak mi się to kojarzy  z osobami, które dzisiaj mówią: „nie interesuję się polityką”. No to, czy chcesz, czy nie – jesteś jej częścią. Anna Politikowska w kontekście rosyjskim pisała o „byciu grzybkiem”: jesteś sobie pod liściem i liczysz, że cię nie zerwą. Ale jakoś zawsze zrywają.

Na tle generalnie biernego, zastraszonego i zmęczonego społeczeństwa, kształtował się ruch intelektualny, którego przedstawiciele mieli doprowadzić Polskę do niepodległości. Ich światopogląd kształtował się w kontrze do oficjalnego szkolnictwa – w kółkach samokształcenia zorganizowanych wokół tajnych bibliotek.

Negacja konserwatywnego obrazu świata znanego ze szkoły doprowadziła ich do radykalizmu. Znaczna część z nich, pod wpływem lektur krakowskich konserwatystów (przy okazji, czy kiedykolwiek w kontekście istotnych intelektualistów ktoś mówił kiedykolwiek o krakowskich liberałach albo postępowcach?), doszła do połączenia „sprawy niepodległości” z „kwestiami społecznymi”. Zrozumieli, że państwo może być silne swoim społeczeństwem. Aby być „silnym organizmem” jedna jego część nie może traktować drugiej z buta, mówiąc kolokwialnie.

Tamci żyli w „czasach klęski”. My mamy niby za sobą 25 lat zajebistości. Tylko dlaczego te skojarzenia przychodzą tak łatwo? Czemu tak łatwo skojarzyć wysiłek tajnych kół zorganizowanych wokół książek z Nowym Obywatelem i Krytyką Polityczną?

W każdym razie – przesłanie wyciągnięte z Rodowodów… brzmi: ukształtowana sprzeciwem wobec obskuranckiego konserwatyzmu i darwinistycznego kapitalizmu mniejszość niepokornych może pociągnąć za sobą dostatecznie dużo ludzi, żeby w przeciągu czterech dekad doprowadzić do istotnej zmiany. I tego sobie i wszystkim życzę.

Może to pocieszenie nam wystarczy. Chociaż na osiem sekund.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *