Pajdokracja

Wczorajszy kontakt z TVP: debata, a potem program Tomasza Lisa utwierdził mnie w przekonaniu, że polska sfera publiczna poważnie niedomaga. Jest to w równej mierze wina dziennikarzy, co polityków. Model polityki spektaklu sprzyja rytualnym naparzankom i pojedynkom na bon moty. A to, czego potrzebujemy to więcej demokracji, więcej pokojowego ścierania się interesów.

Telewizja publiczna bardzo chce być amerykańską telewizją prywatną. Między innymi dlatego zorganizowała wczorajszą debatę Ewy Kopacz i Beaty Szydło. To miała być taka polska wersja pojedynku Republikanie – Demokraci. Niestety mniejsze partie przypomniały TVP, że jako medium publiczne nie ma prawa faworyzować dwóch największych partii. Telewizja postanowiła z przedstawienia nie rezygnować, ale oficjalnie przestała je nazywać debatą.

Fakt, że po pojedynku Kopacz – Szydło w programie Lisa zasiedli przedstawiciele pozostałych partii, zrobił na mnie trochę dziwne wrażenie. Oto na pocieszenie możecie sobie podyskutować w towarzystwie gwiazdy telewizji. To taka debatka pocieszenia. Na dodatek Lis wyraźnie dawał do zrozumienia, że ani Nowacka (ZL), ani Zawisza (Razem) nie cieszą się jego sympatią.

Sądzę, że dzisiejsza debata wszystkich ośmiu komitetów będzie równie przykrym widowiskiem, co wczorajszy program Lisa. Może tylko prowadzący nie będzie nachalnie przerywał kandydatom. Zamiast tego będzie za to zabawa z małym limitem czasu. Każda partia dostanie kilkadziesiąt sekund na opowiedzenie o swoich pomysłach. Jest to wystarczający czas dla Kukiza, Korwina czy Petru. Ale przedstawienie nieco innych postulatów, niż cięcia, albo rozdawnictwo wymaga odpowiednio więcej czasu. Dlatego też sama formuła debaty sprzyja utwierdzaniu obiegowych poglądów i nie daje wielkiej szansy na zaprezentowanie alternatyw.

Politycy to znakomicie wiedzą. Korzystają na tym starzy wyjadacze przekonani o własnej wielkości. Wczoraj Janusz Palikot napisał na Twitterze: „Marcelina Zawisza – żenada! Dzieci do szkoły, a nie do polityki!”

To jest ta retoryka, której elity używają wobec społeczeństwa od ponad dwóch dekad. Kandydat lewicowej partii powinien wiedzieć, że taki sposób unikania rozmowy, to prosta droga, by wyhodować radykalizm. Najszerzej z tego sposobu korzystały elity solidarnościowe. Boris Buden określił ich strategię, jako zakładanie pieluch robotnikom, którzy wynieśli je do władzy. Zamiast dyskutować o potrzebach i interesach pracowników, zbywano te postulaty „obiektywnymi wymogami rynku”. Skutek? Przesunięcie debaty na prawo, koncentracja na kwestiach obyczajowych i rozliczeniach. Krótko mówiąc, to Unia Wolności (razem z zabiegającym o sympatię Gazety Wyborczej SLD) wyhodowała PO-PiS.

Janusz Palikot należy do koalicji, która przedstawia się jako lewicowa. Zjednoczona Lewica wiele mówi o konieczności zmiany. Tymczasem serwuje dobrze znane danie: pogardę. A to na pogardzie elit dla robotników, dla biednych, dla młodych rośnie na przykład Kukiz. Dominujące w polityce pokolenie to wciąż dzieci transformacji. To pokolenie dysponuje nieskończonym zasobem pieluch. Szczególnie dużo ma ich partia Ryszarda Petru przekonana, że ma „obiektywnie dobre rozwiązania”. Tymczasem to, czy państwo powinno być jako instytucja maksymalnie dochodowe, czy też raczej realizować potrzeby obywateli to sprawa co najmniej do rozważenia.

Tylko chciałbym wiedzieć, jak to ma wszystko wyglądać? Jeżeli pracownicy to dzieci, ludzie koło trzydziestki, a z takich składa się w dużej mierze partia razem, to dzieci – to kto ma brać udział w polityce? Rozdający pieluchy i ich starsi koledzy jakoś nie stworzyli nam raju na ziemi. To ja już chyba wolę pajdokrację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *