Duopol

 Od dekady mamy do czynienia z rządami układu. Ten układ nazywa się POPiS. Od 10 lat mamy do czynienia z toksycznym duopolem, który skutecznie paraliżuje polską politykę. Ostatnie wybory uchyliły drzwi Sejmu dla radykalnych neoliberałów i prawicowej zbieraniny „wkurzonych”. Ani ugrupowanie polecającego kredyty we frankach, fana prywatyzacji Petru, ani faszyści i pozbawieni programu buntownicy stojący za Kukizem nie stanowią żadnej „nowej” jakości. Są również gwarantem, że logika gry politycznej zostanie dokładnie taka sama, jak w ciągu ostatnich 10 lat.

Pozornie to twierdzenie absurdalne. PiS postanowił w ciągu tygodnia dokonać autorytarnej rewolucji. Wystarczy wspomnieć tylko wątpliwe ułaskawienie Mariusza Kamińskiego (potwierdzające, jak twierdzą niektórzy, jego winę), wątpliwy tryb zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym czy wyjątkowo ignorancką, podszytą rasizmem wypowiedź nowego ministra spraw zagranicznych. Partia, która właśnie przejęła władzę postanowiła kontynuować swoje działania z lat 2005 – 2007.

Logika działania partii Kaczyńskiego nie daje złudzeń, co do wiarygodności socjalnych obietnic. W myśl jej ideologii dobrobyt jest wynikiem nie redystrybucji, ale publicznej moralności. Dlatego priorytetem jest przejęcie kontroli nad służbami specjalnymi i resortami siłowymi. Niemniej za niespodziewane należy uznać tak zupełny brak w nowym rządzie osób, których nazwiska możnaby łączyć z działalnością społeczną, czy bardziej socjalnym światopoglądem. Mamy zatem do czynienia z zaostrzeniem linii obyczajowej przy niezmienionej logice „taniego państwa”, gdzie interes biznesu i wyższej klasy średniej jednoznacznie dominuje.

Kuszące jest, by wobec skandalicznych działań nowego rządu poddać się nostalgii za złotymi czasami Tuska. Faktycznie – za rządów Platformy kruszenie państwa odbywało się spokojnie i zazwyczaj bez naruszania światopoglądowego „liberalnego minimum”. Powszechna pendolinizacja, czyli wzmacnianie silnych ośrodków i instytucji kosztem słabszych dobrze służyła elektoratowi PO. Powstawały nowe budowle, wydłużyła się sieć autostrad. Wszystko to jednak odbyło się według tradycyjnej receptury III RP: kosztem odsunięcia państwa od obywatela i transferów społecznych. W myśleniu poprzedniej władzy przeważał bowiem zawsze wąsko pojęty rachunek ekonomiczny. Działania podporządkowano dwóm celom: powolnemu bilansowaniu budżetu oraz dobremu wizerunkowi za granicą.

Dzięki temu polski rząd mógł przebrnąć suchą nogą przez kryzys. Koszt dobrych wskaźników makroekonomicznych ponieśli głównie dwudziesto- i trzydziestolatkowie oraz najubożsi. Na początku kryzysu średnie zarobki wzrosły, bo najgorzej zarabiający stracili pracę.

Przekonany o swojej dziejowej misji rząd Platformy ignorował kolejne wybuchy niezadowolenia. Ponieważ przez dwie kadencje nie był w stanie znaleźć pozytywnego przekazu, w końcu poniósł porażkę. Oparcie się na logice strachu – w tym wypadku strachu przed „radykałami” sprzyjało zaostrzaniu się nastrojów społecznych. Ponieważ hasła lewicowe były ośmieszane przez większość głównych sił politycznych, a ostatecznie kompromitowała je działalność SLD (w gruncie rzeczy ugrupowania konserwatywno-liberalnego) – skończyło się wybuchem skrajnie nacjonalistycznych nastrojów. I to jest naprawdę groźne.

Sądzę jednak, że logika duopolu jest w tej chwili tak głęboko zaszczepiona w praktyce politycznej, że już w tej chwili przegraliśmy z naszym faszyzmem. Z tego prostego powodu, że oba prawicowe plemiona będą nadal walczyć ze sobą ignorując całkowicie to, co na zewnątrz. Według mnie spór PO – PiS powinniśmy zacząć traktować jako spór wewnątrz jednej formacji. W końcu okazuje się, że transfery z jednej do drugiej partii nie są żadnym problemem.

Duopol charakteryzuje autorytarne nastawienie. Jest ono widoczne w obu skrzydłach Duopolu. Utrzymanie władzy jest wartością nadrzędną. Polityka jest bowiem rozumiana nie jako sposób na pokojowe rozwiązywanie społecznych konfliktów i uzgadnianie interesów grupowych, ale przede wszystkim jako możliwość narzucania swojej wizji świata. Niektórzy mogliby dodać, że dość ograniczonej.
Dla jednych ta wizja obejmuje przejmowanie resortów siłowych, kontroli nad służbami specjalnymi i prowadzenie krucjaty w imię jakiegoś moralnego oczyszczenia. Dla drugich – politykę „normalności”, czyli imitację rozmaitych zachodnich rozwiązań, głównie powierzchowną. Oba skrzydła Duopolu realizują swoją wizję bez szacunku dla demokracji i bez poczucia odpowiedzialności przed suwerenem: polskim społeczeństwem. Weźmy przykłady z ostatnich kilku lat: nawoływanie do bojkotu lokalnych referendów (PO, PiS), ignorowanie inicjatyw referendalnych (PO), praktyczną likwidację Komisji Trójstronnej (PO), zmianę Ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (PO), drugą zmianę tej Ustawy (PiS), powoływanie na eksponowane stanowiska skorumpowanych polityków (PO, PiS).

Żadna z partii nie wierzy w demokrację. Nie zamierza tłumaczyć swoich decyzji, ale je oznajmia. W ten sposób możliwe jest szybkie wprowadzenie zmian. Nie mają one jednak poparcia, zazwyczaj są kiepsko przygotowane, ponieważ władza niezainteresowana zdaniem uczestników procesu pomija ich istotne aspekty. Tak było chociażby w przypadku posłania do szkoły sześciolatków. Wiele wskazuje na to, że to postawa rządu wyhodowała silny ruch Elbanowskich, „walczących o maluchy”.

Gdyby myślenie którejkolwiek z części składowych było mniej autorytarne, być może nie mielibyśmy do czynienia z dzisiejszą sytuacją. Możliwe, że polska polityka nie wpuszczając do debaty istotnych tematów takich, jak warunki pracy, brak bezpieczeństwa, brak mieszkań, brak dostępu do służby zdrowia sama się wysadziła. Obywatele tak długo byli pozbawieni głosu, że nie potrafią już nawet przekazać władzy, czego oczekują.

Fakt, że Duopol składa się z dwóch zwalczających się skrzydeł pozwala tej formacji na bardzo skuteczne paraliżowanie państwa. Jest dla członków tej formacji bardzo korzystne. Mogą się zajmować sobą zamiast rozwiązywaniem problemów obywateli. Trudno mi tylko zrozumieć, co na tym zyskują wyborcy Duopolu.

Mogę tylko zgadywać, że cała polityka tak dalece przesunęła się w stronę symboliczną. Jeżeli tak jest, wszystkie zmiany postrzegane będą z perspektywy wojny plemiennej, z perspektywy wizerunkowej, a nie z perspektywy obywatela. Co może w tej sytuacji robić obywatel zaniepokojony sytuacją? Po pierwsze, nie kupować ściemy Duopolu: żadna z tych partii nie jest zdolna do żadnej zmiany. Po drugie, nie kupować ściemy faszystów: strach i przemoc nie przyniosły nigdy w polityce nic dobrego. Po trzecie, głośno mówić co się myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *