Panika wokół podatku bankowego

Nie mam chwilowo siły na polemikę z hejterami Razem. Jestem strasznie rozczarowany poziomem dyskusji, która się toczy wokół strategii nieuczestniczenia w KOD. Jedyny poważny głos (który zresztą ciągle domaga się odpowiedzi), to artykuł Łukasza Bertrama w Kulturze Liberalnej. Jeżeli Adam Leszczyński albo Agata Bielik-Robson chcieliby zobaczyć, jak można kogoś „wysuszyć” nie kompromitując się agresywnymi insynuacjami, których spodziewałbym się raczej po Leszku Balcerowiczu, niż publicystach związanych z szerokim frontem liberalno-lewicowym (żeby po 27 latach „wolności” imputować krytykom III RP, że kochają PRL trzeba być… ech). Jeśli już coś napiszę, mam nadzieję, że KP puści moją polemikę.

Tymczasem moje myśli zaprzątnęło poruszenie związane z podatkiem bankowym. Moi liberalni znajomi oburzają się mocno, że będzie to podatek od klientów, nie od banków. I że jest to niemoralne. No i w ogóle, jak tak można.

Istnieją obawy, czy wprowadzenie podatku faktycznie nie osłabia naszego sektora bankowego – rezerwy mogą okazać się za małe w razie tąpnięcia. Z drugiej strony przy ostatniej okazji zyski z Polski ratowały centrale naszych banków, więc może nadwyżka jest wystarczająca? Nie wiem. Chciałbym zostawić te wątpliwości na boku, bo bardziej interesuje mnie inny aspekt tej sytuacji.

Po pierwsze kwestia techniczna – ile faktycznie więcej my, klienci banków będziemy musieli zapłacić? Czy jest o co rozdzierać szaty?

Kwestia druga – o co w tym chodzi? PiS nie za bardzo umie w banki, czego dowodem sprzeciw wobec objęcia SKOK-ów nadzorem KNF i zobowiązania ich do gromadzenia odpowiedniego depozytu – ruchy gwarantujące stabilność sporego kawałka sektora finansowego. Wolę nie myśleć, co by się bez tego wydarzyło. Równie jasne dla mnie jest, że myślenie o gospodarce „narodowej” naznaczone jest prostactwem. Tzn. nie przeszkadzało PiS-owi, że „patriotyczne” Kasy wyprowadzają kasę za granicę i nie działają, jak SKOKi powinny (a za naszą zachodnią granicą, jak to zwykle bywa mamy znakomite przykłady, jak Kasy i banki spółdzielcze zasadniczo mogą działać). A więc w podatku bankowym też chodzi bardziej o symbole.
Z realnego punktu widzenia mamy tu  do czynienia z klasycznym mechanizmem: ponieważ jako wspólnota jesteśmy spetryfikowani, nie chcemy słuchać o tym, że wyższa jakość życia, lepsze usługi publiczne i sprawne państwo możemy mieć z lekko wyższych i bardziej sprawiedliwych podatków, że musimy się na to SOLIDARNIE zrzucić – dostajemy wprowadzane z konieczności dopięcia bieżącego budżetu podatki niesprawiedliwe i pośrednie: tak działały zmiany wprowadzone w PO w VAT, tak działa zawsze majstrowanie przy akcyzach – i tak działa podatek bankowy.
Także ja mam to chwilowo gdzieś. Zapłacę więcej i będę zgrzytał zębami. Będę jednak pamiętać, że zapłacę, nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim przez „pazerny rząd”. Zapłacę, jak płacimy ciągle, za krótkowzroczność i samolubność moich rodaków. Dopóki nie jesteśmy w stanie jako społeczeństwo rozmawiać o redystrybucji – będziemy dostawali podatki w takiej formie. No i, że tak powiem, handlujta z tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *