Rozrywka historyczna

Najkrótszy dowcip: jest rok 2016 i trwa awantura o Wałęsę.

Dla debaty publicznej nie mogło się stać nic gorszego. Nie dlatego, że postać  prezydenta , który złożył urząd 21 lat temu (serio, tak dawno) jest nieważna. Awantura z szafą Kiszczaka to sprawa polityki tożsamościowej dwóch dominujących wciąż bloków: prawicy smoleńskiej i liberalnego „salonu”.

Sprawa współpracy Wałęsy z SB nie powinna mieć dla nas obecnie takiego znaczenia. Nie wiem, jak ten fakt może do tego stopnia podgrzewać opinię publiczną. Ja sam nie czuję, że mam prawo jednoznacznie oceniać zachowanie osób w czasach dyktatury. Skłaniam się natomiast ku zdaniu, że przywódcę Solidarności należy rozliczać z jego późniejszej działalności, w tym sposobu budowania wokół siebie ośrodka władzy. Wałęsa, za co między innymi atakowała go Gazeta Wyborcza, w czasie budowy nowego ustroju starał się odebrać premierowi tyle władzy, ile się dało. Naginał prawo, starał się o ręczne sterowanie państwem. Jego postępowanie bliskie bywało temu, co robi obecna władza. Nawet, jeśli można je zrozumieć, Wałęsa nie jest  z pewnością ojcem państwowości, który nadawałby się na sztandary broniącego procedur KOD-u.

Okazuje się to jednak nieistotne. Mateusz Kijowski, podobnie zresztą, jak Ryszard Petru, wystąpił już z kartką „Jestem TW Bolek”. Dla tego obozu Wałęsa jest częścią uładzonej succes story naszego kraju. Dla tego obozu fakt, że Wałęsa naprawdę dokonał zdrady: zdrady robotników, którzy stracili na transformacji najwięcej jest akurat czymś, zdaje się, pozytywnym. Konflikty w łonie Solidarności, wojna na górze, falandyzacja prawa, potężny konflikt z Gazetą Michnika – te wszystkie historyczne fakty, które zamazują jasny obraz „nieznanego mężczyzny z wąsem” również nie mają znaczenia. Stronnictwo „bolków” nie zamierza zaprzątać sobie głowy tym, że Wałęsa zaprzeczał swojej współpracy. Nie zamierza zajmować się tym, jak fakt współpracy mieści się w biografii prezydenta. Najważniejsze, że to „nasz Lech”.

Gorąca obrona Lecha Wałęsy, ważnego symbolu walki z PRL-em jest istotna, jeżeli chce się utrzymać narrację „25 lat wolności”. Strategicznie może być istotna także dla tych, którym orzeł z czekolady niespecjalnie smakuje, ponieważ dla prawicy sprawa Wałęsy to narzędzie dalszego zawłaszczania sfery publicznej. A prawica wygrała już bardzo dużo.

Pani Kiszczak uruchomiła prawicową karuzelę, która prędko się nie zatrzyma. Przewiduję długi serial samozadowolenia sił prawicowych, które za pomocą szafy Kiszczaka dowodzić będą, że polskie państwo przez ostatnie 25 lat wyłącznie się zwijało. A to wszystko oczywiście przez jego poczęcie przy okrągłym stole. To wizja, która sprawia, że niedziałanie państwa jest zawsze usprawiedliwione. Co więcej, próby jego naprawy, zawsze są podejmowane za pomocą aparatu policyjnego i nakierowane nie na przeprojektowanie instytucji, ale na znalezienie pojedynczych „agentów”. Nie twierdzę, oczywiście, że zakulisowe rozgrywki nie mają żadnego znaczenia. Jednak całkowite skupienie się na nich paraliżuje możliwość realnego wzmocnienia „państwa z dykty”.

Wpisanie starego sporu o Wałęsę w nowy konflikt między PiS-em i liberalnym anty-PiS-em  niczego dobrego nie przyniesie. Oddala tylko od siebie obie strony i tworzy wspaniale absurdalny galimatias.

Ciekaw jestem, co by na dzisiejszą sytuację powiedzieli przeciwnicy lustracji z wczesnych lat 90.? Czy wiedząc, że ich sprzeciw, podyktowany zapewne szczerą wiarą w możliwość powszechnego pojednania, będzie się odbijał czkawką jeszcze po ćwierćwieczu trzymaliby się swojego stanowiska? Jedno jest pewne: każde kolejne starcie dwóch plemion jest bardziej męczące od poprzedniego.

Mnie natomiast trudno oprzeć się wrażeniu, że żyjemy w parku historycznej rozrywki. Jeżeli ktoś chce dotknąć polityki lat 90. ma teraz po temu znakomitą okazję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *