Żale budowniczej miasta duchów

Respublica opublikowała wywiad z byłą minister kultury Małgorzatą Omilanowską, który, zgodnie z mottem pisma, „daje do myślenia”. Daje  kolejny dobry pretekst do zastanowienia się nad standardami dziennikarstwa. Zwłaszcza, że periodyki takie, jak Respublica są zasadniczo ostatnią ostoją dobrej publicystyki.

Nie chodzi o samą decyzję wywiadowania profesor Omilanowskiej. Chodzi o cel publikowania tego wywiadu. Przeprowadzający go Artur Celiński (skądinąd autor dobrych tekstów) pozwala historyczce sztuki prowadzić polityczne monologi. Jest to sposób prowadzenia rozmowy, który chyba na dobre zagościł w naszych gazetach i telewizjach. Czy ktoś w ogóle jeszcze rozmawia z krytycznymi wobec siebie mediami? Mam wrażenie, że nie, bo różne tytuły służą raczej cementowaniu własnego obozu, niż dostarczeniu czytelnikowi materiału do oceny.

Wypowiedź ministra Glińskiego, który odmówił powołania Omilanowskiej na stanowisko dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, że „została negatywnie zweryfikowana” oczywiście była nietrafiona. Z założenia nie jest to bowiem funkcja polityczna, ale służba, którą pełnić powinna kompetentna osoba. Sęk w tym, że była minister startując w konkursie sama otworzyła pole do politycznej oceny. Trudno uciec od wrażenia, że stawanie do konkursu w podległej instytucji – nawet jeśli w żaden sposób się na wynik nie wpływa – jest sprzeczne z merytokratycznym standardem.

Dla mnie na tym polega problem. Wrażenie, że była minister przygotowała sobie miękkie lądowanie narzuca się dość mocno. Wedle standardu poprzedniej władzy, dopóki nie doszło do złamania prawa, wszystko jest ok. Dziennikarza też to nie interesuje, ważne jest tylko, czy Gliński – w opinii osoby, której postępowanie jest jednak etycznie wątpliwe – złamał prawo.

Nie podoba mi się robienie z byłej minister niewinnej ofiary. Znów, jak w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, to kombinacje poprzedniej władzy otwierają pole konfliktu. Fakt, że obecny rząd nie cofa się przed naginaniem prawa uznając we wszystkim prymat woli politycznej tworzy poważne kryzysy. Oczywiście, zgodnie ze standardami państwa prawa, powinni przełknąć żaby, które szykowała odchodząca ekipa. Nie należy jednak zapominać, że to gierki poprzedniej ekipy pozwalają prawicy zalegitymizować swoje działania.

Szkoda też, że dziennikarz pozwalając pani minister oceniać swojego następcę nie skorzystał z okazji, by spytać o politykę poprzedniej ekipy. A jest, o co. To prawda – ministerstwo zasadniczo nie prowadziło kulturowych wojenek. Nie znaczy to jednak, że wszystko było w porządku. O polskiej kulturze poprzednia ekipa myślała jednak za pośrednictwem architektonicznych wizualizacji. Wybudowano wiele budynków, to prawda. Nie zadbano jednak, by ludziom, którzy mają w nich pracować zapewnić odpowiednie warunki. Bardzo często bieżące finansowanie instytucji nie było zmartwieniem włodarzy. Miasto duchów ładniej wygląda na zdjęciach.

Żałuję, że zamiast zapytać panią minister, „co wymyśli chodnik„, Artur Celiński oszczędził jej jakichkolwiek trudnych pytań.

***

OD AUTORA: Słusznie zwrócono mi uwagę, że formalnie rzecz biorąc min. Omilanowska została zaproszona do konkursu po złożeniu urzędu. Pytanie jednak, czy Rada Powiernicza a) miała samych beznadziejnych kandydatów i była minister spadła im z nieba czyb) rozpatrywała Omilanowską, ale czekała na wynik wyborów z zaproszeniem jej na rozmowę?
Według byłej pani minister przejście na stołek dyrektorski nie jest miękkim lądowaniem, bo trzeba tam pracować. Faktycznie nie jest to, jak chce min. Gliński, synekura. Natomiast przejście ze stanowiska politycznego do zarządzania prestiżową instytucją można w sposób nazwać miękkim lądowaniem.

A propos synekur: przewodniczącą Rady Powierniczej jest Hanna Suchocka. Polska ma oprócz ambasadora we Włoszech oddzielnego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim (sic!). Funkcję tę przez 12 lat pełniła Suchocka. Nie ma wielu lepszych posad: mieszkanie w Rzymie, dyplomatyczne pobory, zero stresu – w końcu Polska i Watykan pozostają w przyjaznych stosunkach. No ale to oczywiście też była „ciężka praca”.

2 komentarze/y

  1. Mam nadzieję, że Pan Karol Templewicz wie, że instytucją narodową, jaką jest Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia zarządza również była Minister Kultury.
    I nie jest to złe rozwiązanie.
    Odpowiedni mix: doświadczenia, wiedzy fachowej, umiejętności poruszania się w polskiej rzeczywistości politycznej i prawnej daje długofalowe, znakomite rezultaty.
    I to jest ta wartość, którą warto pozyskać – niezależnie od mandatu politycznego.

    • Nie o to wszak idzie. Niech sobie ci wszyscy karierowicze polityczni mniej lub bardziej zdolni lądują na tych ciepłych posadkach (chociaż głęboko wierzę, że możliwa jest system dalszy nieco od politycznej grabieży, a bliższy merytokracji). Generalnie instytucje trudno całkiem zepsuć. Trudniej tylko prowadzić ją dobrze.
      Nie jestem jakoś szczególnie głęboko przekonany o kompetencjach pani minister, która wszystkim wpycha w gardło liczby. Ale i nie o to idzie.
      Idzie przede wszystkim o to, że przedstawia się ona jako ofiara jakichś niecnych knowań, kiedy staranie się o stanowisko w Zamku Królewskim budzi poważne wątpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *