Wieczny powrót mniejszego zła

Kiedy Cezary Michalski sam broni swojej tezy, że nasza ostatnia nadzieja to obrona liberalnego minimum, jest to co najmniej ciekawe. Ale kiedy usiłuje ją czytelnikom pokazać za pomocą wywiadu, robi się gorzej.

Decyzja, żeby zaprosić do rozmowy Joannę Muchę, byłą ministrę sportu w rządzie Platformy jest bardzo ciekawa. Ten dwugłos dostarcza sporo interesującego materiału.

Weźmy ten fragment, dotyczący tego, co się zmieniło po Smoleńsku:

JM: (…) Przeprowadzone jakiś czas temu badania pokazują, że zdecydowana większość ludzi, którzy są dziś po jednej stronie tej barykady, nie zna ani jednej osoby, która byłaby po drugiej. Tego w latach 2007–2009 nie było, nawet przy zaostrzającym się i – zgodzę się z Panem – czasami rytualizowanym przez obie strony sporze PiS–PO. Dziś nabrało to społecznej realności. Doskonale pamiętam, że kiedy w 2007 roku weszłam do Sejmu, regularnie i w sympatycznej atmosferze spotykaliśmy się na kawie z posłami i posłankami PiS.

CM: Szkoda, że nie mogli tego zobaczyć wyborcy obu partii, wychowani do zupełnie innych emocji

JM: Szkoda, ale faktycznie byliśmy jeszcze wówczas przeciwnikami politycznymi, wciąż zdolnymi do rozmowy (…).

Jak rozumiem według posłanki Muchy wszystko było ok, póki publiczne podgrzewanie emocji traktowane było jako rodzaj towarzyskiej gry. Fakt, że na skutek „czasami rytualizowanego” konfliktu nastąpiło pęknięcie, rozumiem, w żadnym stopniu Platformy nie obciąża. Bycie anty-pisem było (i jest, bo na koniec dzisiejszego wywiadu w radiu szef klubu PO Sławomir Neumann powiedział, że jego partia „jako jedyna może powstrzymać PiS”) metodą rządzenia tej formacji. Bycie przedmurzem i powstrzymywanie to wspaniałe preteksty, by nic nie robić. Jeżeli do, bardzo świadomego, podgrzewania sporu z partią Kaczyńskiego dodać arogancję władzy (pierwszy z brzegu przykład: „emigracja to nie dramat, to szansa”), inwestycyjną gigantomanię, stworzenie śmieciówkami faktycznych podstaw do społecznego gniewu – widać wyraźnie, że to „mniejsze zło” dość aktywnie pracowało na to, by wytworzyć atmosferę przyzwolenia dla braku praworządności i zwyczajnej zemsty na tych, którzy byli „przy korycie”.

Bez przyzwolenia własnej bazy, PiS nie byłby w stanie robić tego, co właśnie robi. A ich radykalizacja ma związek nie tylko ze Smoleńskiem. Smoleńsk to jest już objaw choroby, którą PO również podsycała.

CM: Zarówno PiS, jak i część zdystansowanych albo zblazowanych obserwatorów polskiej polityki mówi: Trybunał Konstytucyjny? Owszem, ale Kaczyński skoczył na okazję, której PO-PSL mu dostarczyło. (…)

JM: Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. Po pierwsze, tworzymy fałszywe symetrie. Rzeczywiście powołaliśmy o dwóch sędziów TK za dużo, co zostało przez Trybunał uznane za niekonstytucyjne. Ale gdybyśmy nadal byli u władzy, podporządkowalibyśmy się i orzeczenie TK byśmy opublikowali i zrealizowali. Tak jak robiliśmy z innymi orzeczeniami.

To prawda, że Jarosław Kaczyński pewnie znalazłby inny pretekst, by zaatakować Trybunał, z którym konflikt pogrążył poprzedni jego rząd. Ale wykręt pod tytułem: „no tak, zrobiliśmy źle, ale gdybyśmy utrzymali się przy władzy, to zrobilibyśmy dobrze” jest po prostu śmieszny. To właśnie ta logika, która nie dopuszcza wzięcia realnej odpowiedzialności za błędy i łamanie prawa jest powodem, dla którego spora część społeczeństwa ma działania PiS po prostu gdzieś. A jeśli ktoś lubi, to może sobie jeszcze do tego obrazka dodać fakt, że dolne kilkanaście procent społeczeństwa wypięło się na politykę już dawno. To lekceważenie podważa wiarę w politykę jako taką. Trzeba doprawdy być intelektualistą, żeby przejmować się (jak choćby ja) takim niuansem, jak tempo skoku na kasę i instytucje.

W tej rozmowie Michalski i Mucha zgadzają się, że sytuacja jest nadzwyczajna, ponieważ zmiany wprowadzane przez PiS dotykają tak wielu sfer, że zagrażają fundamentom demokracji. Osobliwie jednak, wywiad ciągle skręca w stronę konieczności powstania Szerokiego Frontu Walki z PiS-em. A celem Michalskiego jest wydobycie z posłanki, czemu Platforma nie chce stanąć na jego czele.

A ja nie rozumiem, jaki immobilizer nie pozwala dotrzeć do oczywistej po latach POPiSowego duopolu konkluzji, że to blokada artykulacji politycznych interesów i silna koncentracja wokół jednej z dwóch spolaryzowanych sił wytworzyła sytuację, w której partia Kaczyńskiego może się opozycją nie przejmować. Na czymś partia Kukiz ’15 wyrosła.

Naprawdę nie mieści mi się w głowie, że można wracać do pomysłu przeczekania problemów w imię walki z Kaczyńskim. A wywiad z sensowną jak na PO Joanną Muchą tylko potwierdza, że jej „liberalne minimum” to pic na wodę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *