Atak jednego procenta

Jak zwykle pod koniec okresu rozliczania PIT-ów, wszelkie możliwe instytucje apelują o przekazanie im jednego procenta podatku. Jak co roku, spotka mnie zapewne ostracyzm i niedowierzanie, że ja jednego procenta nie przekazuję (choć kiedyś prawie się złamałem, kiedy pismo Obywatel ogłaszało, że „z Twoim 1% RACZEJ nie upadniemy” – jak dotąd najlepszy żebraczy tekst, z jakim miałem do czynienia).
Uważam istnienie mechanizmu jednego procenta za zły pomysł. Podatki to podatki, a „charytatywka” to charytatywka i tych dwóch rzeczy mieszać nie należy.
Podatki służą do tego, żeby z korzyścią dla całej populacji demokratycznie dysponować pewną częścią naszego wspólnego, społecznego majątku. Działa to różnie, jasne. Ale ideał jest taki i należy się do niego zbliżać, nawet jeśli droga jest grząska i wyboista.
Działalność charytatywna powinna system uzupełniać, a nie stanowić jego podstawę. Wszędzie tam, gdzie planuje się na dużą skalę, pojawiają się nisze i pojedyncze przypadki, którymi z powodu racjonalnego dysponowania publicznymi środkami zająć się nie ma jak. Przykładem są tutaj rzadkie choroby – NFZ może w każdego pacjenta z rzadką chorobą wpakować miliony. Ale potem tych milionów zabraknie na zwykłe działania: profilaktykę, zabiegi chirurgiczne itd. Przy czym, oczywiście, prawem każdej osoby dotkniętej rzadkim schorzeniem jest walka o swoje życie i finansowanie leczenia. Ja wiem, że sam wydzierałbym zębami, gdyby przytrafiło się to któremuś z moich bliskich. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z dwoma nieprzystającymi perspektywami.
Chociażby dlatego działalność charytatywna jest potrzebna. Ale należy postawić tamę rozprzestrzenianiu się jej na zwykłe, codzienne działanie systemu. Tak działalność powinna wspomagać publiczne polityki, ale nie może ich zastępować. A mechanizm 1% to w mojej ocenie krok w tę stronę.
Jest to także kolejny sposób, w jaki organizacje i wszelkie NGO-sy uczą się zależności od publicznej kasy. A to problem w polskim Trzecim Sektorze dość poważny. Nie mówiąc już o totalnym chaosie informacyjnym: wszyscy chcą tego procenta: dzieci bez nóg, dorośli bez oczu, pieski bez uszek, teatry bez dofinansowań. Jak podjąć racjonalną decyzję? Zwłaszcza, że są jeszcze programy do wypełniania PIT-ów, które z automatu zmuszają wypełniającego do przelania procencika medycznym klaunom, hospicjom itd.
Wydawało mi się, że kasa państwowa po to podlega demokratycznej kontroli, żeby weryfikowani przez nas decydenci mogli sprawnie zarządzać środkami dostatecznie dużymi na realizację zadań państwa: szkolnictwa, lecznictwa itd. A ten procent jakoś mi się z tym kłóci.
Do tego jeszcze jest kwestia totalnej nieracjonalności tego mechanizmu – tak jak nieracjonalna jest charytatywka – zazwyczaj organizacje silniejsze i te o bardziej chwytającym za serce przekazie, jak „możesz pomóc małemu Jasiowi bez jąderek żyć normalnie – przekaż 1% podatku na Fundację Stalowe Jajca” – zdobędą więcej.
Niech sobie więc 100% mojego podatku idzie na Żołnierzy Wyklętych i inne niebezpieczne pierduły, które rząd teraz finansuje, bo następnemu  może zabraknąć na rzeczy ważne. Najwyżej moje dziecko mnie znienawidzi, że na małpki uzależnione od heroiny, kobiety ze słoniowatością biustu, małych Patryków lub Amelki dotkniętych paraliżem języka czy też na Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Żenujących będę wpłacał z pozostałych funduszy.
Dlatego pewnie w przyszłym roku będę potrzebował Waszego 1%. Pamiętajcie o mnie, pliz.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *