To samo tylko bardziej. Odc. 1

Nasz polski wróbelek ma jedną nóżkę bardziej. Prawą nóżkę. I nic nie wskazuje, by szybko miał skakać na obu. Ostatnio rzeczywistość znów dostarczyła nam znakomitych odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje.

Ostatnie kilka tygodni minęło paradoksalnie spokojnie. Audyt podniósł trochę ciśnienie. Wszyscy obserwatorzy zdali sobie szybko sprawę, że w kawalkadzie złotych mercedesów i wielomilionowych kwot i innych oskarżeń chodziło o show, o podtrzymanie wrażenia, że Platforma zajmowała się zasadniczo przekrętami i niczym więcej. I dlatego też poza prostowaniem nieścisłości i rytualnym przerzucaniem się oskarżeniami o kłamstwa nic specjalnego się nie zadziało.

Problemem PO nie były bowiem przede wszystkim ośmiorniczki czy kręcenie lodów na boku, ale systematyczne zwijanie państwa w nadzei, że z utworzonych dzięki oszczędnościom wysp dobrobytu, w końcu rozleje się on na całe państwo. Niestety okazało się, że mieszkańcom z terenów z likwidowanymi posterunkami policji, szpitalami czy sądami trudno docenić coraz ładniej odnowione i dofinansowane instytucje w dużych miastach. Co ciekawe, stanowi to nadal spore zaskoczenie dla znacznej części opinii publicznej.

Dziś spora część tej opinii rozpacza, że PiS ma większe poparcie, niż kilka następnych partii razem wziętych. A tymczasem rzeczywistość sprezentowała im doskonałą okazję, której nie potrafią wykorzystać: protest pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka. O przyczynach protestu i sytuacji w CZD pisała obszernie choćby Julia Kubisa, więc nie będę ich tutaj przypominał.

Nie ma co się dziwić, że PO czy .Nowoczesna nie potrafią zaatakować zarabiającego tłusty szmal (rady nadzorcze, prywatna przychodnia) ministra Radziwiłła, który zarzuca zarabiającym po dwa tysiące pielęgniarkom, że „chodzi im o pieniądze”. Nie potrafią, ponieważ należą do tej samej kasty koszącej kilkanaście tysięcy złotych, ale potrafiących dostrzec roszczeniowość wyłącznie wśród gorzej zarabiających. Nie potrafią, bo widzą tylko „zagrożone strajkiem maluszki”. Nie potrafią, bo sami się do tej sytuacji – mówię o PO – przyłożyły.

Ciekawie zareagował też Jurek Owsiak, który wezwał do zakończenia strajku deklarując jednocześnie, że jest po stronie pielęgniarek. To ciekawa logika. Chciałbym zobaczyć Owsiaka jako kibica: polska reprezentacja w piłce nożnej przegrywa, przeciwnik kopie naszych po kostkach, sędzia przyznaje im rzuty karne z kapelusza, a Owsiak-kibic woła, by nie protestowali. On jest przecież oddany naszym!

Służbę zdrowia trawi, jak całą sferę usług publicznych, dogmatyzm i brak zaufania. Nikt nie śmie głośno tego powiedzieć: służba zdrowia służy ochronie publicznego zdrowia. Dobra służba zdrowia warunkuje i wspiera także rozwój gospodarczy, ale nie może być poddana dyktatowi zysku. Z drugiej strony obawa przed odebraniem i tak skromnych funduszy uczy zarządzających szpitalami kombinować: wykonywać możliwie zyskowne zabiegi, brać dofinansowanie na aparaturę, póki ono jest bez przejmowania się, czy personel będzie umiał ją obsłużyć oraz przejmować wzorce naszych Januszy biznesu i oszczędzać na najsłabszych pracownikach, w tym pielęgniarkach.

Dlatego też smuci mnie strasznie milczenie Piotra Dudy, przewodniczącego wciąż największego związku zawodowego w Polsce. Ogromnie przykre, że człowiek, który wydawał się dawać Solidarności szansę na odwrót od politykierstwa Krzaklewskiego i powrót do spraw pracowniczych nie zabiera jednoznacznie głosu w obronie pracownic służby zdrowia. Jest je przed czym bronić, bowiem patologie, które NSZZ słusznie piętnował (jak uśmieciowienie pracy i rażąco niskie zarobki) wcale nie zniknęły.

W systemie poddanym dyktatowi sztywnych rozliczeń nie ma paradoksalnie wiele miejsca na innowacje, które są często kosztowne, a oszczędności przynoszą w perspektywie kilku lat. Dlatego kiedy pojawia się dług, najczęściej rośnie, aż osiągnie rozmiar „prasowy” i trzeba się nim zająć. Kanały komunikacji najczęściej kuleją, rządzi bowiem zasada świętego spokoju: najważniejsze to próbować przykryć się za krótką kołdrą.

To wszystko sprawia, że wypowiedź ministra Radziwiłła nie jest niczym dziwnym. Tak myśli część lekarzy, tak myśli spora część społeczeństwa: kiedy ktoś zarabiający słabo chce więcej pieniędzy, to jest to skandal. „Przyciąganie dobrych menadżerów” do spółek państwowych dzięki obchodzeniu ustawy kominowej takim skandalem oczywiście już nie będzie.

Minister Radziwiłł jest dokładnie takim samym ministrem zdrowia, jak Ewa Kopacz czy Bartosz Arłukowicz: entuzjastą oddanym sprawie zrównoważenia budżetu, kapitanem łajby za małej, by podołać nadchodzącemu sztormowi. Jest klientem Ministra Finansów, którego to misja w polskich warunkach polega przede wszystkim na łataniu dziur i unikaniu podejrzeń, że rząd chciałby podnieść podatki. Ponieważ minister Radziwiłł tym właśnie jest, krytyka która go spotyka będzie słaba i źle ukierunkowana. Krytyka dobrze ukierunkowana musiałaby uderzyć w Ewę Kopacz.

Jednocześnie rząd, w którym zasiada minister Radziwiłł pokazuje, że dostrzega te bolączki: zapowiedział na przykład przywrócenie posterunków policji. To, że zgodnie ze swoimi przekonaniami władza PiS zaczyna od security, a nie safety: od kija, a nie marchewki, działa paradoksalnie na jej korzyść. Być może dlatego, że część odciętych od usług publicznych obywateli trochę już zwątpiła w to, że powrócą. Będą mieć przynajmniej dzielnicowego, a to już coś.

W peryferyjnym miszmaszu ideologicznym dokładanie pielęgniarkom wcale nie musi się spotkać z reakcją „socjalnego elektoratu” partii rządzącej. Mam wrażenie, że myślenie w kategoriach większych całości: nakładów na służbę zdrowia, a nie pojedynczych placówek, strategii rozwoju terytorialnego, a nie pojedynczych inwestycji, nie jest jakoś specjalnie popularne. Możliwe nawet, że niektórzy krytycy władzy przyklasną klasistowskiej demaskacji ministra z książęcego rodu Radziwiłłów. Może zobaczą w niej, powiedzmy, racjonalną odpowiedź na roszczeniowe postawy. Możliwe też, że biznesmenom, menadżerom i innym „tłustym misiom” nigdy nie chodzi o pieniądze.  Możliwe przecież, że to po prostu idealiści oddani wizji stworzenia świata możliwie dużych nierówności i cierpienia.

Z takimi przeciwnikami wystarczy katolickim fundamentalistom i konserwatystom, że tylko czasem wykażą się wrażliwością. Nie ma się co łudzić, że bez jednoznacznego poparcia dla pielęgniarek i wykazania odrobiny wrażliwości obóz antypisowski cokolwiek osiągnie. Bo w sumie po co wybierać to samo tylko mniej, kiedy ma się już to samo, tylko bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *