To samo tylko bardziej. Odc. 2

Bardzo długo zachowywałem dystans do oskarżeń, jakie padały często z lewej strony pod adresem Krytyki Politycznej. Jej „odchylenie liberalne” wydawało mi się niegroźną strategią pozyskiwania uwagi mediów i establiszmentu. Takiego tańca na linie, który jednak jakoś się udawał. Teraz, muszę przyznać, nabrałem wątpliwości.

 Ostatni tekst Redaktora Naczelnego mocno mnie zdziwił i rozczarował. Przyznam, że przestałem rozumieć, co się czasem dzieje w Krytyce Politycznej. Powtórzę po raz nie wiadomo który, że czuję się wychowany przez KryPol i poszczególne osoby ją tworzące. Także przez Sierakowskiego, do którego chodziłem na zajęcia.

Możliwe, że to moje umysłowe prostactwo nie pozwoliło mi głębiej zaangażować się w działania KP. Możliwe, że to prostactwo sprawia, że powyższy artykuł da się sprowadzić do: „zamknij się i chodź z nami”. Przy czym nie wiem, czy do wyartykułowania takiego wezwania potrzebny jest Lacan, Żiżek i pięćdziesięciu innych autorów wydawaniem których Krytyka słusznie się chwali.
Wystarczy być jeżdżącym na motorze fanem PO. Wtedy jest trochę łatwiej, bo swoich diagnoz nie trzeba opatrywać odwołaniami do własnego lewicowego kombatanctwa.
Nie rozumiem, jak Krytyka, która powstała z głodu lewicowej myśli może ustami swojego szefa głosić coś takiego. Jeszcze trochę i zacznę żałować, że dałem pieniądze na wydanie kolejnego numeru. Gazeta Wyborcza wydaje dodatki bez pieniędzy z crowdfundingu, a nie widzę powodu, by wspierać kolejne liberalne medium, którego diagnozy są płytkie, jak wypowiedzi Ryszarda Petru.
Bardzo dobrze Sierakowski przeprowadza tutaj rekonstrukcję stanowiska Sroczyńskiego – warto je tłumaczyć. Szkoda, że robi tylko po to, żeby odrzucić ją jako jakiś romantyczny wymysł, bo „panie, Ojczyzna płonie!”. Tylko znów brak tu wyjaśnienia, czemu – ja na ten przykład – miałbym wybrać kolesi, którzy przez lata polewali ją benzyną? Czemu mam nagle maszerować obok ludzi, których działania dały piromanom do ręki zapałki? Żeby znów im je wręczyli?
Jeśli ci polewający benzyną, jak Smolar będą dalej lekceważyć próby dialogu ze strony sprzymierzeńców z obozu demokratycznego to płomienie będą w nieskończoność strzelać aż miło.
Ani bowiem Sroczyński, ani nikt, komu bliska jest jego wizja – by opozycja antypisowska w końcu odeszła od twardego neoliberalizmu – zwłaszcza, że ów neoliberalizm jest właśnie rozmontowywany przez jego własnych urzędników -zobaczyła, że problemy pielęgniarek, problem rynku pracy itd. to nie są fanaberie, o których można rozmawiać „później”. Żeby klasa polityczna i obsługujący ją publicystyczny konglomerat wreszcie dostrzegły, że problemy socjalno-bytowe, jak to brzydko można nazwać, to nie są fanaberie, które się „kiedyś załatwi”. Nie załatwi się, co autorzy publikujący na łamach KP (z których najskromniejszym i najmniejszym robaczkiem jestem) pokazywali na wiele sposobów. Jeżeli nie będziemy rozmawiać o logice, na jakiej ma się opierać funkcjonowanie naszej wspólnoty, to ciągle od nowa ktoś się będzie budził wściekły z ręką w nocniku.
Nie rozumiem gazetowyborczego zabiegu budowania symetrii pomyłek między Sroczyńskim, który razem z jednym chyba jeszcze Rafałem Wosiem, nawołuje w mainstreamie do opamiętania i namysłu, a Smolarem, który rzuca się głową naprzód w antypisowskie plemienne okrzyki. Nie rozumiem entuzjazmu dla bezrefleksyjnego przyłączania się do sojuszu spod znaku „zgoda buduje, byle przeciw PiS”.
Tyle przeczytałem ciekawych rzeczy o polityce, strategiach hegemonicznych i innych fajnych rzeczach dających nadzieję na zmianę. I to wszystko po to, by przekonać się, że jedna z niewielu powszechnie kojarzonych z lewicą osób w Polsce w gruncie rzeczy chce tylko przytulić się do Michnika, Kijowskiego i Schetyny.
Jeżeli Krytyka Polityczna ma być młodszą „Wyborczą”, to ja dziękuję. Niech ginie.

2 komentarze/y

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *