Ciekawe Delhi

W ciągu ostatnich kilku lat w mediach głównego nurtu niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o wizję zagranicy. Nie-Polska jest dziwnym miejscem, gdzie zasadniczo czyhają zagrożenia i panoszą się jakieś kryzysy. Głównie coś wybucha. A jeżeli nie wybucha, to zwykle jest czymś bardzo egzotycznym, jak na przykład chiński masaż nożami. Ten uproszczony medialny przekaz zderza się z turystycznym doświadczeniem Polaków, które wciąż bardzo często przefiltrowane jest dodatkowo przez opcję all inclusive. Izolowanie Polaków od wiedzy o świecie jest zjawiskiem sprzyjającym panoszeniu się rasowej nienawiści i nacjonalizmu. Brak wiedzy o złożonych globalnych procesach i ich przejawach w Unii Europejskiej, Afryce Subsaharyjskiej czy Południowej Azji sprawia, że znacznie łatwiej dzielić świat na swoich i obcych, na „cywilizację” i „dzikusów”.

Zatem należy się cieszyć, że na rynku książki pojawia się wiele poważnych reportaży o postaciach i zakątkach Świata, które leżą bardzo daleko od rojeń o „Wielkiej Polsce” czy rojeniach  o przewodniej roli naszego kraju w historii świata. Przoduje w tych wysiłkach Wydawnictwo Czarne, którego książka o stosunkowo dobrze znanym kawałku świata – Indiach wpadła mi w ręce już jakiś czas temu.

Wydane w tym roku Delhi. Stolica ze złota i snu Rany Dasgupty to wnikliwe studium tego, jak historia dotyka przestrzeni. Pełna sugestywnych obrazów i bardzo dobrze przetłumaczona książka opowiada przez pryzmat jednego miasta o tym, jak idee polityczne zyskują materialny kształt. Odkrywając kolejne pokłady zapomnienia, Dasgupta odkrywa źródła współczesnego Delhi: chaotycznego, okrutnego miasta, w którym ludzkie aspiracje i brak perspektyw są ze sobą mocno związane.

Indie otworzyły swój rynek mniej więcej w tym samym momencie, co Polska – w 1991 roku. Wcześniejsza epoka, czas po odzyskaniu niepodległości w 1947 roku, to okres rządów dynastii politycznej Nehru-Gandhi, kiedy młody kraj usiłował realizować skok w nowoczesność poza wielkimi blokami Zimnej Wojny. Lider Ruchu Państw niezaangażowanych zgodnie z duchem czasu wdrażał zasady socjalizmu z dobrymi i złymi konsekwencjami tego faktu.

Wieloetniczny kraj dotknięty został przy swoich narodzinach gigantyczną traumą Podziału – rozpadu wielkiej przestrzeni kulturowej brytyjskich Indii. Indie były nazwą, która określała całą tę przestrzeń, dlatego Dasgupta pisze o furii, w jaką musiał wpaść pierwszy premier północnych terytoriów, gdy przyjąwszy za podstawę nazwy państwa akronimu PAKSTAN (utworzonego od nazw pięciu jednostek administracyjnych północnych Indii), dowiedział się, że południowy sąsiad nie zamierza w żaden sposób swoją nazwą odnosić się do faktu Podziału. „Kradzież” nazwy nie oznaczała jednak, że nowopowstałe państwo nie będzie się borykać z licznymi problemami.

Jak zauważa Dasgupta „stare imperium stwarzało mniej trudności koncepcyjnych, niż cztery powstałe z niego państwa. Imperia nie muszą ukrywać faktu, że są sztucznym wytworem ponadnarodowej potęgi. Natomiast naród musi szukać wsparcia w naturalnej logice, to jego stały problem”.

Podział ma do tej pory ogromny wpływ na kulturę kraju, zwłaszcza dużych miast. Imigranci z północy przynieśli ze sobą prócz doświadczenia przemocy także odrębny język i wspomnienia utraconego raju. Sentymenty za krainą, z której zostało się wygnanym wpływały na stosunek do nowego miejsca zamieszkania. Poczucie bycia nie do końca zakorzenionym stało się nie całkiem jawnym, ale stałym elementem tożsamości delhijczyków.

Po 1991 roku Indie dokonują radykalnego kroku. Niezdolny do reformy, targany kryzysami powodowane przez małą rządność systemu demokratycznego i krótkowzroczność elit politycznych, zapadający się w sobie kraj rzuca się głową naprzód w globalną gospodarkę. Ma to gigantyczny wpływ na mieszkańców stolicy i jej przestrzeń, która w ciągu kilkunastu lat zostaje całkowicie przeobrażona.

Tak, to naprawdę nie jest książka o Warszawie, ale mieście o wiele większym i bardziej intensywnym. Ale w Polsce książkę tę warto czytać nie tylko dlatego, że Dasgupta w sposób nienachalny przemyca sporą garść faktów historycznych i rysuje obraz kraju leżącego kilka tysięcy kilometrów od Polski. To, co bardzo interesujące, to fakt, że procesy, które obserwujemy za naszymi oknami, w Delhi zostały wypreparowane i zwielokrotnione dzięki wielkości miasta oraz znacznie słabszym mechanizmom obrony.

Dasgupta pisze, że miał „poczucie, że w Delhi ścierają się najdziksze ludzkie energie – związane nie tylko z pieniędzmi, zmianą i ambicją, lecz także z lękiem, ascezą i krzywdą dziejową – i że rzeczywistość miasta można odkryć, jedynie pytając mieszkańców, jak naprawdę żyją i czują”. Być może ta i inne książki mogłyby stać się inspiracją, by i nad Wisłą ktoś zechciał zajrzeć za rzeczywistość wznoszących się wykresów, które, delikatnie parafrazując, nie dają pojęcia o tym, z jaką intensywnością uderza każdy kolejny dzień.

Dlatego postanowił przyjrzeć się zjawiskom, które powinny być znakomicie rozpoznawalne dla każdego jako tako zorientowanego czytelnika. Weźmy na przykład kwestie mieszkań. Rosnący głód powierzchni biurowych i mieszkań doprowadził do niebywałego pomieszania. Zyskujące na wartości nieruchomości – przyznawane wcześniej raczej wedle logiki zasług po preferencyjnych cenach w koloniach (np. wojskowych czy urzędniczych) i niewiele warte do czasu rozrostu miasta w krótkim czasie uczyniły z niektórych milionerów. Z drugiej strony znalezienie mieszkania w przystępnej cenie stało się niemożliwe.

Na to wszystko nakładały się niejasne stosunki własności i drapieżność deweloperów. Ci przedsiębiorcy, podobnie, jak w Polsce kusili klientów nazwami osiedli takimi, jak Miami, Manhattan itd. Inaczej jednak, niż w Polsce odeszli od tych nazw. Na rzecz miejsc kojarzących się z bardziej uporządkowaną przestrzenią, na przykład Johannesburg.

Mieszkańcy Delhi poszukują bowiem porządku. Nowowprowadzony kapitalizm zmiótł wiele podpórek i zasad, dzięki którym życie było bardziej zrozumiałe. Z samodzielnością, którą kapitalizm dał na przykład wykształconym kobietą łączy Dasgupta wzbierającą falę konserwatyzmu i niebywałej wręcz przemocy seksualnej.

Podkopanie hierarchii i tak nagła zmiana skończyły się erupcją przemocy, która widoczna jest, zdaniem autora Delhi na każdym kroku, choćby w ruchu ulicznym, gdzie większy samochód musi koniecznie ustanowić swoją dominację nad mniejszymi pojazdami. Paradoksalną reakcją na tę „wolność” jest także dobrowolny powrót do tradycji i hiperkonserwatyzm. To jest druga strona ambicji, kariery i nowego stylu życia, którego najlepszym symbolem jest kawa:

„Leżące w północnych Indiach Delhi, które nigdy nie miało z kawą historycznych związków nagle spłynęło kawą, jej aromat przepełnił biura i galerie handlowe, a brązowa ciecz popłynęła żyłami młodego, niewyspanego pokolenia – którego członkowie najczęściej wcale jej nie pili, lecz wzorem swoich amerykańskich rówieśników, ssali ją przez słomkę z zamkniętych, bezwonnych pojemników, jakby karmieni plastikową piersią kapitalizmu” (s. 96).

Dasgupta pisze, że jego największą obawą jest, iż Delhi, które prędko się nie zmieni, nie jest żadną fazą przejściową, ale raczej modelem, do którego upodobnią się Paryż, Nowy Jork czy Londyn. Jest bowiem w jakiś sposób miastem idealnym kapitalizmu, które samo chętnie wyrzeka się swojej przeszłości i traktuje samo siebie bez sentymentów.

Jest to podwójna przestroga. Wydaje mi się, że należy zachować daleko idącą ostrożność, ponieważ ani poczucie ulgi, że jeszcze tam nie jesteśmy, ani przerażenie, że właśnie tam pędzimy nie jest właściwe. Wartością Stolicy ze złota i snu jest bowiem pokazanie uniwersalnych kapitalistycznych procesów, ale na konkretnym przykładzie miasta zakorzenionego w konkretnej historii i kulturze.

Rana Dasgupta napisał przenikliwy reportaż – panoramę indyjskiej stolicy. Jeśli się czegoś czepiać, to faktu, że mimo dużej empatii, bieda i wykluczenie stanowią tło i odległe zagrożenie, niż część rzeczywistości, nad którą trzeba uważniej się pochylić. Warto się jednak z Delhi zmierzyć, ponieważ jest świetnie napisanym, bezpretensjonalnym przewodnikiem po współczesnej indyjskiej rzeczywistości. A do tego, nawet jeśli ktoś zdecydowanie nie wybiera się do Azji, ma szansę zastanowić się nad tym, ile Azji już tu jest.

***

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016
471 stron

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *