To samo tylko bardziej. Odc. 3

Dzisiaj będzie o naszych kochanych mediach. A będzie o polskich mediach, ponieważ polskie media – także te nominalnie liberalne, a więc teoretycznie „otwarte” – robią wszystko, by ich odbiorcy możliwie mało zrozumieli z otaczającego ich świata. Polskie media nie są w stanie opowiadać o zagranicy, bo same jej nie rozumieją. Polskie media, jak media na całym świecie, oszczędzają na korespondentach, a rotacja i brak stabilności sprawiają, że i w redakcji dyżuruje coraz mniej osób przeczuwających, co z wydarzeń na świecie może mieć znaczenie także dla polskiego czytelnika.

A przecież polska czytelniczka i polski widz nie będą w stanie zajmować się problemami lokalnymi i rozmawiać o najwyższej wagi sprawach wewnętrznych Polski bez zrozumienia, jak one się mają do procesów społecznych zachodzących na świecie. Nie idzie o to, żeby w arystokratycznym geście nie czytać niczego o polskiej polityce. Nie chodzi o to, żeby zrezygnować z patrzenia na ręce lokalnej władzy. Tym, co musi się zmienić jest głęboko zakorzeniony podział na „kraj” i „zagranicę”. Patrzenie na sprawy tak, jakby rzeczy dziejące się u nas były wyjątkowymi procesami zachodzącymi w kolonii na odległej planetoidzie, a od wydarzeń na świecie dzielił nas pas asteroid.

Otóż, drogie media, tak nie jest.

Piszę o tym, ponieważ masakra w gejowskim klubie w Orlando, w której zginęło 50 osób, a 53 zostały ranne zasługuje na znacznie większą uwagę. Uzbrojony w legalnie kupiony karabin maszynowy i pistolet napastnik zabił pół setki osób ze względu na swoją nienawiść do homoseksualistów. Wypominanie Beacie Szydło, skandalicznego skądinąd, braku reakcji na Twitterze nie wystarczy. Zepchnięcie artykułu na 13 stronę, jak to zrobiła Gazeta Wyborcza ze swoim, dość przyzwoitym zresztą, tekstem też nie. To, że nasi piłkarze zamęczyli miliony fanów przed telewizorami swoją supernudną grą nie może być wystarczającym powodem, dlaczego okupują „jedynkę” gazety.

Pomijając wymiar ludzki, bo najwyraźniej i dziesiątki tysięcy trupów w Morzu Śródziemnym, za które odpowiada w dużej mierze Unia Europejska, nie robią na nikim wrażenia, to wydarzenie ma spore znaczenie społeczne i polityczne.

Wypadałoby najpierw czytelnika oświecić, że mamy do czynienia z wydarzeniem, które po raz kolejny odsłania głęboki kryzys, jaki przechodzą USA. Niezdolność tego kraju do zmiany polityki w dostępie do broni, sprawy jednocześnie symbolicznie nośnej i zarazem nie dość ważnej, by stanowiła faktyczny systemowy problem pokazuje, jak tamtejsza demokracja ucieka od wyzwań. Przyjęło się uważać, że prezydent USA jest najpotężniejszym człowiekiem na Ziemi. Nie bez racji. Niemniej wobec broni i masakr pozostaje bezsilny.

Na przykładzie problemu broni widać, że polityka we wciąż często idealizowanych u nas Stanach, także nie opiera się na wiedzy. Jest to przestrzeń sentymentów, nieoczywistych sojuszy oraz interesów bardziej skomplikowanych, niż chcielibyśmy to sobie uświadomić.

Jeśli chodzi o wiedzę, to jest bardzo interesujące, jak bardzo argumenty statystyczne i logiczne nie działają. Wiemy, że wiele prób samobójczych jest po prostu wołaniem o pomoc. A jednak próba samobójcza z użyciem broni jest zazwyczaj skuteczna. A więc zamiast rozwiązania, przejściowych zazwyczaj, problemów któregoś z członków rodziny, mamy pogrzeb. Trauma i lęki po takim wydarzeniu nie mijają szybko. Każde samobójstwo oznacza kilka osób, które muszą przez długi czas mierzyć się z ogromem trudnych emocji, uniemożliwiających nieraz normalne życie.

Logika pokazuje nam też, że powszechny dostęp do broni, to całe mnóstwo wypadków z jej użyciem. Wypadków, w których pokrzywdzone zostają dzieci albo przypadkowi członkowie rodziny lub znajomi strzelca. Maniacy broni palnej powiedzą zawsze w tym momencie, że oni akurat zawsze zabezpieczają swoją broń i trzymają ją w bezpiecznym miejscu. Cóż, widocznie takich, jak oni jest za mało, bo liczba wypadków jest ogromna.

Co więcej, użycie tego argumentu natychmiast wytrąca z ręki powód, dla którego wiele osób chce broń kupić: ochrona. Mianowicie, jeżeli trzymasz broń odpowiednio zabezpieczoną, nie zdążysz się nią posłużyć w nagłym wypadku. No, a jeżeli nie – prosisz się o postrzelenie przez dziecko.

Mimo tych i mocniejszych jeszcze argumentów w postaci zastraszającej częstotliwości masakr, nic się w kwestii dostępu do broni nie zmienia. Mechanizm sprawdzania kupujących nie działa, bo nikomu nie zależy, żeby działał. Prewencja jest najnudniejszym i najmniej prestiżowym kawałkiem policyjnej roboty. Bez odpowiedniego dofinansowania, szkolenia i dowartościowania musi działać źle. I działa.

Widzimy już zatem, że masakra wpisuje się w jedno z centrów dyskursu politycznego w Stanach, kraju, w którym wielu z nas upatruje gwaranta pokoju i spokoju. Słusznie, powiedzą niektórzy, Stany mogą sobie mieć problemy, ale nadal mają wspaniałą, gigantyczną armię i nas obronią.

To prawda – Stany ciągle są największym mięśniakiem i policjantem świata. Żeby jednak tę rolę utrzymać, system polityczny musi zgadzać się na gigantyczne wydatki militarne. Jak dotąd robi to dość chętnie. Ale mieć zaawansowaną machinę to jedno, a umieć jej użyć, to drugie.

I tu wkracza znów osoba prezydenta. Na fali paniki po zamachu bardzo prawdopodobny jest wzrost islamofobii. Bufonowaty blagier, którego należy się bać, Donald Trump bardzo skutecznie zatruł debatę publiczną stwierdzeniem, że masakra jest dowodem na słuszność jego słów o islamskim zagrożeniu. Zasadne są obawy, czy skutki tego wystąpienia da się łatwo odwrócić. Jeśli nie – na czele Stanów Zjednoczonych stanie kłamca o psychice dwunastoletniego chłopca, którego działania są zupełnie nieprzewidywalne. Trump to koleś, który w latach 90. dzwonił do dziennikarzy podając się za wymyślonego PR-owca i powoływał się na znakomite relacje z samym sobą! Złapany na gorącym uczynku, przyznał, że to on. Teraz zaprzecza.

Jeżeli to wszystko nie wystarczy, żeby masakrę w Orlando umieścić na początku gazety i serwisów informacyjnych, to mam jeszcze jeden pomysł specjalnie dla liberalnych mediów. Otóż jest to znakomity pretekst, by uświadomić publice, jak niedaleka jest droga od dehumanizacji różnych grup do przemocy. A mając to na względzie, może warto byłoby wywrzeć nacisk na rzekomo liberalnych polityków, którzy w sprawie praw mniejszości przez lata chowali głowy w piasek? Może jest tak, że choć żadne prawo nie zapobiega masakrze, to jednak legalizacja małżeństw homoseksualnych daje na przykład jasny sygnał, że mamy do czynienia z czymś normalnym? A tym samym przyczyniamy się do zmniejszenia przestrzeni dla prowadzącej do przemocy mowy nienawiści.

Tak, tak drogie media. Może się okazać, że ta masakra nas dotyczy. Narodowcy na przykład zrozumieli to znakomicie od razu popierając mordowanie homoseksualistów (użyli cytatu z Biblii, oczywiście). A jaka jest odpowiedź mediów, których rolą jest tłumaczenie świata? Nieśmiałe napomknienia gdzieś między wierszami. Niemoc.

A z drugiej strony są Ci dziennikarze, którzy unikają słów „gej”, „homoseksualny” itp., kiedy jakieś relacje już się pojawią. Bo to przecież brzydkie wyrazy. Naprawdę sądziłem, że przedstawiona przez Piotra Szumlewicza w Wielkim praniu mózgów charakterystyka przeciętnego polskiego dziennikarza: zaściankowego dworzanina, o ograniczonej wiedzy i ciekawości, konserwatywno-liberalnego kołtuna gardzącego z jednej strony biedą, a z drugiej wiedzą jest przesadzony. Ale zaczynam sądzić, że nie jest. W sumie to zrozumiałe: kto wykwalifikowany i myślący wytrzyma długo w tak nieprzyjaznym środowisku pracy musząc konkurować cenowo z mediaworkerami na bezpłatnych stażach?

Drogie media, jeżeli chcielibyście kiedyś wytłumaczyć swoim odbiorcom, co się dzieje w Polsce, to musiałybyście zastanowić się najpierw nad sobą. Jeżeli podejmujecie decyzję, by nie pisać o zagranicy, to jak możecie zrozumieć własny kraj? Jeżeli, jak TVN, usuwacie z kadru, na którym widać drag queens znak Polski Walczącej (dlaczego?) i jeżeli masakrę w gejowskim klubie Pulse w Orlando upychacie gdzieś daleko w numerze, to może Wasz wkład w tworzenie konserwatywnej przestrzeni publicznej jest większy, niż chcielibyście przyznać. Jeżeli nie potraficie umiejętnie donieść, czemu wypowiedź Trumpa jest jednocześnie ważna i straszna, to jak chcecie opowiadać politykę w Polsce?

Wesołego poniedziałku, drogie media.

Jeden komentarz

  1. Wnioski ?
    Muszą być dobre media publiczne. Nie tylko TVP i PR ale i PAP.
    PAP utrzymujący korespondentów, właściwie mini zespoły korespondentów, umiejących napisać do gazety, nagrać newsa dla TV, dla radia. W 40 najważniejszych krajach świat. Żadna polska gazeta, stacja TV nie ma zdolności finansowych do utrzymywania wielu korespondentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *