Psychopaci

Polska debata publiczna jest chora. Bardzo mocno przekrzywiona na prawo i opanowana przez slogany uniemożliwiające dyskusję. Jej uczestnicy popadają w abstrakcję tam, gdzie powinno się dyskutować o konkretach i skłonni są do benedyktyńskiej drobiazgowości, gdy trzeba rozmawiać o założeniach. To wszystko zostało spotęgowane przez toczoną od ponad dekady wojnę dwóch prawic, w której właśnie przegrywamy my wszyscy.

Nie kupowałem i nie kupuję pisofobii. Nie znoszę osób, które z lubością oblewały się ciepłą wodą w kranie ignorując wszystkie zaniedbania Tuska i jego następców, a obudziły się, gdy władzę przejęła partia Kaczyńskiego. Powtarzam do znudzenia: Kaczyński jest logicznym następstwem logiki politycznej Platformy. A póki trwa prawicowy taniec, w którym Nowoczesna odbija właśnie PiS Platformie nic się nie zmieni. Będziemy przez skazani na odbijanie neoliberalnych postulatów rosnącą potrzebą polityki tożsamościowej, aż wylądujemy w jakimś korwinlandzie, gdzie wszystko będzie sprywatyzowane, za to państwo zredukowane do pałki i karabinu pilnie będzie kontrolować nasze narządy rozrodcze.

Tak zwany „zdrowy rozsądek”, choć angielskie wyrażenie common sense lepiej oddaje, o co chodzi, jest kształtowany w pewnej atmosferze intelektualnej. Jeśli oddychamy non stop prawicowymi wyziewami, nic dziwnego, że zupełnie normalne recepty i diagnozy lewicowe zaczynają wydawać się czymś dziwacznym.

Jeżeli jednak my, wyborcy, nie skończymy szybko tego chocholego tańca, który zdziera nam buty od dekady z górką, to będzie naprawdę źle. Przegłosowany właśnie przez Sejm program, który zachęca głównie biedne kobiety do igrania z własnym zdrowiem i życiem jest tego doskonałym przykładem. Propozycja ochrzczona już jako „gwałcikowe” i „trumienkowe” jest czymś tak koszmarnym, że brak mi słów.

Bardzo się staram nie stosować do polityki języka emocjonalnego. Odrzucam stosowane w polskiej debacie kryteria estetyczne (w gruncie rzeczy podszyte klasowym resentymentem). Staram się wczuć w aktorów sceny politycznej i zrozumieć ich wybory na poziomie strategicznymi i emocjonalnym. Ale tej ustawy po prostu nie rozumiem. Nie umiem pozbyć się przygnębiającego uczucia, że jest to po prostu podłość dla samej podłości.

JEDNORAZOWA zapomoga w wysokości 4 000 złotych dla rodziny, w której urodzi się niepełnosprawne dziecko lub dziecko z gwałtu (nie dociera do mnie, że to się naprawdę dzieje) nie rozwiązuje niczego. Rodzice niepełnosprawnych dzieci nadal będą żyć w biedzie. Pomniejszonej tylko o 4000 złotych. Które to pieniądze zobaczą raz. I wydadzą raz. I przez następne kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat nie będą ich mieli. Tylko zasiłki równie obraźliwe, jak dotąd. I wsparcie państwa równie żadne, jak dotąd.

Nie mam siły zagłębiać się w meandry tych Lynchów legislacji, którzy ów projekt przygotowali. Nie wierzę, że ktokolwiek podniósł rękę za tym projektem z przekonania. I nie wierzę, że ktoś na serio uważa za dobry pomysł, żeby biedna kobieta (bo umówmy się, dotyczyć to będzie, jak zwykle głównie biednych), u której zdiagnozowano wady płodu miała się zastanawiać ze względów materialnych, czy donosić ciążę. I nie wierzę, że ktoś mógł się nie zastanowić, jak się będzie czuć kobieta, która chciała ciążę donosić, ale nie donosiła. A to tylko pierwsze z brzegu wątpliwości, które wpadły mi do głowy.

Jestem głęboko przekonany, że państwo powinno opiekować się niepełnosprawnymi i ich rodzinami. Czego robić nie powinno, to zrzucać odpowiedzialności na te rodziny. A to robi. I to perfidnie. Ale skoro już to robi, to powinno dać rodzinom wybór, czy chcą swoje życie organizować wokół niepełnosprawnego dziecka. Nie wszyscy są na to gotowi. Nie wszyscy mają na to ochotę.

A wiecie skąd ta ustawa się wzięła? Z chodzenia na paluszkach wokół aborcji. Z troski nad katolicką wrażliwością. Z tego ciumkania „otwartych katolików”, że oczywiście projekt zaostrzenia to przesada, ale Natalia Przybysz, to o rany, zniechęca nas, dobre katoliczki do Czarnego Protestu (piję tu do krótkiego tekstu jakiejś pani z Tygodnika Powszechnego z zeszłego tygodnia). A wywiad z Natalią Przybysz przywrócił dyskusji właściwe spektrum poglądów. Nie zgadzasz się? To w sytuacji Natalii Przybysz urodzisz trzecie dziecko. I tyle. Wiem, co moja żona myśli o kobietach, które zrezygnują z Czarnych Protestów, bo nie zgadzają się z Natalią Przybysz i przestaną walczyć o to mikroskopijne i tak nierespektowane minimum kontroli nad swoim życiem, które dopuszcza obecna ustawa, ale tego nie napiszę, bo nie chciałbym, żeby ktoś uznał, że pogardzam kobietami.

I wiecie co? To nie są zastępcze tematy. To jest część pakietu. Albo wierzysz, że jako obywatele mamy równe prawa, a więc prawo do równego startu, równego dostępu do publicznych usług, równego traktowania bez względu na zasobność portfela, płeć i kolor skóry albo nie wierzysz. Ale jeśli nie wierzysz, to poważnie się nad sobą zastanów. Bo może się okazać, że jesteś złym człowiekiem.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *