Przesyt

Zobaczyłem, że od mojego ostatniego wpisu na tym blogu minęły prawie dwa miesiące. Zważywszy na zagęszczenie wydarzeń na przełomie roku – cała epoka.  Być może powinienem przyjąć strategię mojego przyjaciela i odciąć się od polskich mediów. Prawdopodobnie wyszłoby mi to na zdrowie. Odczuwam pewną poprawę już odinstalowawszy aplikację Facebooka z telefonu (po raz kolejny i nie wiem, na jak długo).  Musiałbym tylko znaleźć w sobie dość optymizmu, by uznać, że nie warto się angażować emocjonalnie, bo co ma być to będzie. W końcu co moje kwękanie zmieniło przez ostatnie kilka lat? Nic.

To prawda, że rządząca partia jest największym dostawcą internetowego oburzenia. Oburzenia, nie mam wątpliwości, najczęściej słusznego. Zastanawiam się ciągle, na ile poczynania rządzących nabierają sensu z punktu widzenia narracji bajkowej uprawianej wciąż przez PiS. Jej schemat z grubsza wygląda tak: Dobry Rycerz musi pokonać Złych wokół siebie, dotrzeć do jamy smoka, którego oddech spowija całą krainę trującymi wyziewami, a kiedy to już się stanie drzewa na nowo zakwitną, a ludzie odetchną z ulgą i wszystko będzie dobrze. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest w opowiadaniu świata w ten sposób odosobniona, ale mam wrażenie, że w jej wypadku metafora jest traktowana wyjątkowo dosłownie.

Bo inaczej trochę trudno zrozumieć demolowanie i lekceważenie ogólnych reguł (to, że opozycja parlamentarna też ich nie rozumie jest również ważnym, ale nieco osobnym tematem), praktyczną likwidację ochrony przyrody czy wprowadzanie chaosu do szkół bez wyraźnego planu. Na tym lista się nie kończy. Należałoby dodać jeszcze kolejne próby zamachu na i tak kulejące prawa kobiet. Nie bez znaczenia jest dalsze psucie telewizji. Fakt, że nie było to trudne: o dziwach funkcjonowania publicznego nadawcy w latach poprzednich można sobie na przykład poczytać w Wielkim praniu mózgów Piotra Szumlewicza (tutaj link do wideo z autorem).

Nie wiem, czy to permanentne zarządzanie przez kryzys do czegoś prowadzi. Czy naprawdę konserwatyści przeszli na pozycje reakcyjne? Naprawdę uwierzyli w „piękną przeszłość”. A może to wszystko tylko wewnętrzna rozgrywka?

Jednak w trakcie konfliktu neoliberalnej opozycji z reakcyjną partią władzy coraz bardziej demolowana jest nasza sfera publiczna. Do stopnia, który nawet patrzącym dotąd z dystansem na wojnę dwóch prawic zaczyna się jawić jako niebezpieczny. W Polsce cierpimy od dawna na brak świeckich i cywilnych rytuałów. A rytuały są ogromnie potrzebne. Wbrew temu, w co wierzą wciąż radykalni krytycy, możliwe, że więcej patosu w instytucjach nie byłoby czymś złym. Teraz jednak na to już za późno. Jeśli świeckie rytuały zostały obrzydzone przez PRL i wszyscy zwątpili w potrzebę budowania państwowych ceremoniałów, na puste miejsce coraz łatwiej wdzierać się instrumentalnie wykorzystywanej wierze.

W naszej debacie umiar nie jest w cenie. Tomaszowi Lisowi w pierwszym wstępniaku do Newsweeka w 2017 roku przejście od Kaczyńskiego do Hitlera (bez wymieniania nazwiska) zajmuje trzy zdania. TVP wypuszcza groteskowe mockumentary (bo filmem dokumentalnym to nie jest) o „puczu” opozycji, zamazując chwilowo pamięć o obrzydliwej noworocznej szopce.

Po dwóch miesiącach tematów, które są dla mnie interesujące zebrało się aż nadto. Nie wiedząc, od czego zacząć przepuściłem „żydowskie dziecko w tramwaju” znanej aktorki, blokowanie mównicy i pieniądze Kijowskiego. Bo w sumie nie wiem, co tu można powiedzieć?

Przychodzą mi na myśl dwie rzeczy. Po pierwsze, że niniejszy tekst wygląda jak słabszy artykuł Cezarego Michalskiego. Za co przepraszam, ale trochę zardzewiałem. A po drugie, że przeczytać książkę pracując i mając małe dziecko nie jest łatwo. I jeśli ktoś potrzebuje, to warto zacząć od prostej literatury. Fanfik Natalii Osińskiej akurat się nadaje na takie sytuacje.

Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku i mam nadzieję, że odrdzewieję, zanim będzie czas na Szczęśliwe Jajeczko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *