Houellebecq, muzułmanie i krytyka

Moja znakomita koleżanka wrzuciła na Facebooka cytat z książki Nilufer Gole Muzułmanie w Europie. Dzisiejsze kontrowersje wokół islamu:

„Michel Houellebecq, laureat Nagrody Goncourtów w 2010 roku, (…) mimo afiszowanej pogardy dla przekonań politycznych i bliskiego nihilizmowi wycofania się z życia publicznego swoimi gwałtownymi atakami na islam zainicjował polemikę. (…) Znajdujemy w jego książce binarne przeciwstawienie wyższego i nowoczesnego świata zachodniego i paseistycznej i zacofanej kultury muzułmańskiej. Główny bohater (…) wyraża radość na wieść o śmierci Palestyńczyków: „Za każdym razem, kiedy informowano, że jakiś terrorysta palestyński albo dziecko palestyńskie czy też kobieta palestyńska w ciąży zostali zastrzeleni w Strefie Gazy, świadomość, że oto jest jednego muzułmanina mniej, przyprawiała mnie o dreszcz satysfakcji.” W komentarzu do swojej książki autor powtórzył wiele anty-muzułmańskich tyrad wygłaszanych wcześniej przez bohaterów powieści; grając dwuznacznością, zatarł tradycyjne różnice między narratorem a autorem.

Tak oto wolność słowa, klasycznie oparta na uznaniu autonomii sfery literackiej i publicznej i na nietykalności dzieła, w społeczeństwach zachodnich, gdzie prym wiodą media, uległa wypaczeniu”.

Zacznę od tego, że bardzo lubię pisarstwo Michela Houellebecqua. Dlatego, że jest chyba najciekawszym wciąż konserwatywnym obserwatorem rzeczywistości. Pierwsza jego książka, którą przeczytałem Cząstki elementarne są dla mnie bardzo ważne. Uważam, że to jedna z najlepszych książek pokazujących, jak jesteśmy bezradni wobec naszej współczesnej rzeczywistości. Cząstki rozwijają prostą tezę, na której oparte jest poprzedzające je Poszerzenie pola walki, które uczestniczenie w wymianie seksualnej widzi jako w sumie ostatnią poważną strefę działalności. Ale ponieważ wszystko inne jest zasadniczo bezwartościowe, to i ta sfera powoduje raczej uczucie wyobcowania, niż pozwala na spełnienie. Mnie się to wydaje ciekawe. I uważam, że jest o czym gadać jak najbardziej.

Z kolei książka, która mu nagrodę Goncourtów przyniosła, znacznie późniejsza Mapa i terytorium, znacznie prostsza i subtelniejsza, niż jego wcześniejsze publikacje to pierwszy wyraźny przykład celowego zacierania przez Houellebecqa różnic między sobą, a postacią literacką noszącą jego nazwisko. Ale ta książka, która zresztą ma najbardziej mistrzowskie zamykające zdanie w całej znanej mi literaturze, konsekwentnie eksploruje kolejne scenariusze, powiedzmy „upadku”, Francji (czy całej Europy). Ten zaproponowany w „Mapie” jest zresztą i całkiem realny i relatywnie bezbolesny.

No i wreszcie książka, od której nasze lewicowe bagienko zabulgotało i o której w cytacie jest mowa: Uległość. Widzę tu kilka wątków. Po pierwsze, jeśli spojrzeć na całą twórczość Houellbecqua, to po prostu Uległością maluje kolejny scenariusz upadku Zachodu. Takiego, jaki znamy. Po drugie, mam wrażenie, że niewielu czytelników dostrzega, że główne ostrze krytyki nie jest wymierzone w islam.

Raczej znów mamy zmęczoną, słabą Europę, w której nominalnie lewicowi i liberalni obywatele tęsknią za jakąś siłą. Pokazuje kruchość tej europejskiej pozłotki, którą męskie fantazmaty potrafią rozbić bardzo łatwo. Wystarczy, że Bractwo Muzułmańskie oferuje ich spełnienie i już się okazuje, że wszystko się wali. Główny bohater jest taki, jak zwykle u francuskiego pisarza: rozmemłany, wycofany i zgorzkniały. Fakt, że pisarz przypisuje mu radość ze śmierci muzułmanów służy nakreśleniu portretu dziada, który potrafi już tylko cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Kto nie czytał książki ten nie może wiedzieć, że jest to przede wszystkim opowieść o bezwładności.  Pokazuje powolny proces osuwania się na pozycje początkowo zupełnie niemożliwe do przyjęcia. W tym względzie powieść przypomina historię opowiedzianą przez Ladislava Fuksa w Palaczu zwłok. U Houellebecqua główny bohater jest w zasadzie nihilistą. W nic w zasadzie nie wierząc, w końcu decyduje się włączyć w budowanie systemu, który przynajmniej zapewni mu spełnienie fantazji. To, czy Houellebecq jest dla lewicy „słuszny” czy nie jest dla mnie nieważne.  Liczy się dla mnie to, że przypomina o mechanizmie, który niesie ogromne zagrożenie dla demokracji. I dobrze, że pisarz-celebryta go porusza.

Wracając do samego cytatu: u Houellebecqua świat Zachodu nie jest „wyższy”. Właśnie o to chodzi, że jest wypalony i pasywny. I nie jestem pewien, czy „kultura muzułmańska” (co to miałoby być dokładnie?) jest przedstawiona jako „zacofana”. System wprowadzany przez fikcyjnego prezydenta Ben Abbesa jest oparty na dominacji mężczyzn i podporządkowaniu kobiet. Nie znaczy to, że jest „zacofany”.

Przytoczony cytat kończy się stwierdzeniem, którego, przyznam się, nie rozumiem. Czy francuski pisarz jest tu jednym z symptomów, czy „pacjentem zero” epidemii? Czy winny jest autor-celebryta? A może zdanie należy rozumieć dosłownie, że tam, gdzie media są ważne nie ma wolności słowa? Jakkolwiek by to dziwaczne stwierdzenie potraktować, na ironię zakrawa fakt, że brzmi, jakby wyszło spod pióra samego Houellebecqua. Bo czy najsławniejszy francuski obdartus nie mógłby sformułować tak wspaniałego oskarżenia pod adresem zachodniej cywilizacji:

„Tak oto wolność słowa, klasycznie oparta na uznaniu autonomii sfery literackiej i publicznej i na nietykalności dzieła, w społeczeństwach zachodnich, gdzie prym wiodą media, uległa wypaczeniu.”

To sprawia, że jestem bardzo ciekawy książki Nilufer Gole. Jeśli autorka tak wspaniale parodiuje krytykowane przez siebie postaci, może to być literacka uczta.

A na poważnie: sądzę, że pisanie o Muzułmanach w Europie oraz o stosunku do nich europejskich społeczeństw to zadanie bardzo ważne. Tym istotniejsze jest, by nie pozwalać sobie na dziwne wycieczki oraz wątpliwe uogólnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *