Przepraszam, którędy do rzezi?

W 2014 roku minęło sto lat od wybuchu Pierwszej Wojny Światowej. Przy tej okazji w Europie  nastąpił wysyp książek dotyczących wszelkich możliwych aspektów krwawego konfliktu: biografie każdego z królów, prezydentów i premierów, którzy piastowali swoje stanowiska sto lat wcześniej, przez fabularyzowane opowieści o żołnierzach każdej możliwej strony, romantyczne albumy z widoczkami kontynentu i mniej romantyczne szczególarskie albumy z uzbrojeniem każdej z armii i wznowienia Na zachodzie bez zmian. Większa część tej produkcji odpłynęła już w niepamięć, a rocznica wybuchu wojny kryje się w mroku razem z przypadającym w tym samym roku Mundialem w Brazylii. Kolejnego wzmożenia aktywności wydawniczej należy się spodziewać w przyszłym roku, kiedy razem z innymi krajami regionu będziemy świętować narodziny państwowości z krwawego chaosu, którym zakończył się świat dziewiętnastego wieku.

Zanim nastąpi kolejny zalew publikacji rocznicowych, warto przyjrzeć się jednej z pozycji, która wypłynąwszy na poprzedniej fali, po kilku latach nadal dobrze się broni. Sleepwalkers Christophera Clarka to porządna cegła, w której znajdziemy drobiazgową rekonstrukcję decyzji, jakie podejmowały europejskie mocarstwa w okresie poprzedzającym Pierwszą Wojnę Światową. Brzmi to nużąco, ale jest to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem. Rzadko kiedy udaje się autorom tak dobrze połączyć w całość różne perspektywy rzucające światło na opisywane zjawisko. A fakt, że zajmujący znaczną część książki drobiazgowy opis interakcji pomiędzy postaciami zajmującymi kluczowe pozycje w europejskich sieciach władzy udało się spiąć w ramy wciągającej opowieści jest czymś naprawdę wyjątkowym.

Sądzę, że zalety Sleepwalkers zawdzięczamy wprost założeniom, na jakich oparł się w swojej pracy Clark. Jego perspektywa powinna spotkać się z poklaskiem antropologów. Przyjął bowiem, że jego celem nie będzie poszukiwanie winnych za jedną z dwóch najstraszliwszych wojen w historii. Badanie dokumentów: depesz, listów, zapisków i dzienników doprowadziło go do wniosku, że niemożliwe jest wskazanie jednego kraju, który byłby tym złym, łobuzem, którego inne kraje musiały dla ogólnego dobra powstrzymać. Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.

W podsumowaniu swojej książki Clark stwierdza, że „wybuch I WŚ nie był zbrodnią, ale tragedią”. Choć w sztabach generalnych tworzone były scenariusze długotrwałej wojny, apokaliptyczna rzeczywistość, która miała niebawem nastąpić była traktowana jako fantastyczna. Realnie rozpatrywany był krótki konflikt, w którym każde z europejskich mocarstw liczyło na rozwiązanie własnych strategicznych problemów. Niemcy, które po odejściu ostrożnego Bismarcka zaczęły coraz odważniej myśleć o potwierdzeniu swojej pozycji niekwestionowanego lidera przemysłu przez prestiżowe nabytki kolonialne i mocarstwową politykę wcale nie były krajem, który najbardziej zagrażał europejskiemu porządkowi. Przeciwnie. Clark pokazuje, jak niemieccy politycy lawirowali pomiędzy Londynem, Paryżem i Wiedniem, wcale nie szukając konfrontacji za wszelką cenę.

Rosja, która po upokarzającej klęsce 1905 roku zmuszona była wycofać się z polityki azjatyckiej zaczęła upatrywać w Bałkanach główną arenę swojej mocarstwowej polityki . Wiązało się to z kwestią kluczowego znaczenia tureckich cieśnin dla handlu Imperium Romanowów. Rosja wykorzystując ideologię panslawizmu jako uzasadnienie swojego zaangażowania, jednoznacznie popierała Serbię. Serbia zaś, co Clark świetnie opisuje w pierwszej części swojej książki, była państwem bardzo specyficznym. Po pierwsze, ogromne były nieformalne wpływy tajnej wojskowej organizacji, która w 1903 roku dokonała brutalnej egzekucji króla Aleksandra Obrenovića i królowej Dragi, osadzając na serbskim tronie monarchę z konkurencyjnej dynastii Karadziordziewićów. To głosząca zjednoczenie „wszystkich serbskich ziem” organizacja Czarna Ręka stała za oficjalnymi i nieoficjalnymi działaniami Serbów, którzy czuli się uprawnieni do władania na terenie Macedonii, Bośni, Albanii i znacznej części Rumunii. Guru Czarnej Ręki był przywódca spiskowców z 1903 roku o pseudonimie Apis. Tak się składa, że to on był inicjatorem zamachu na Arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie.

Clark, moim zdaniem bardzo przekonująco i jasno, pokazuje, dlaczego zabójstwo austriackiego następcy tronu wywołało tragiczny ciąg wydarzeń. Po pierwsze Rosja bezwarunkowo popierała Serbię – kraj, którego polityka oparta była w dużej mierze o skrajnie nacjonalistyczną, agresywną ideologię. Działo się tak, ponieważ był to, jak wspomniałem powyżej, jedyny teatr, na którym Rosja mogła realizować swoje mocarstwowe ambicje. Drugim powodem była polityka Wielkiej Brytanii i Francji wobec Imperium Osmańskiego kontrolującego Cieśniny. Kalkulacja Rosji opierała się na tym, że jako ważny uczestnik zwycięskiej koalicji zyska pozycję, która umożliwi jej w końcu kontrolę nad terenami o żywotnym znaczeniu dla jej eksportu.

Po drugie, Francja upatrywała gwarancji swojego bezpieczeństwa w sojuszu z Rosją. Dla Francuzów, przynajmniej od 1871 roku, niemieckie zagrożenie stanowiło rodzaj obsesji. Clark nie twierdzi oczywiście, że potężna niemiecka armia zagrożenia nie stanowiła. Pokazuje raczej, że realizacja interesów kraju w świecie, gdzie każde państwo jest suwerennie odpowiedzialne za swoje bezpieczeństwo, nie istnieją ciała umożliwiające mediację i wymianę informacji może łatwo prowadzić do zaognienia sytuacji, zamiast wzrostu zapewnienia pokojowego współżycia sąsiadów. Dlatego właśnie francuska presja na Rosję, by przyjęła plan umożliwiający maksymalne skoncentrowanie sił na Niemcach powodowała dodatkowe rozchwianie w sytuacji kryzysu politycznego w roku 1914.

Zresztą w książce Clarka Francja nie jawi się bynajmniej jako niewinna ofiara niemieckiej agresji. Dokumenty ukazują francuskich decydentów raczej jako osoby ciągle rozważające wojnę. Clark bardzo ciekawie odsłania fakty ukryte za powojenną narracją o jednoznacznej winie niemieckich agresorów. Jedną z ciekawostek jest przygotowanie przez francuski sztab strategii uprzedzającego ataku na Niemcy przez terytorium Belgii. W tym kontekście nietrudno zrozumieć niemieckich wojskowych, którzy byli przekonani, że po pokonaniu Austro-Węgier, agresja Francji i Rosji musi zwrócić się przeciwko ich krajowi.

Wydaje się zresztą, że jeśli można wskazać jakąś ofiarę, to są nią właśnie Austro-Węgry. Clark przedstawia je jako niebywale złożony organizm. Jednoznacznie odrzuca jednak twierdzenie, że C. K. monarchia była w stanie rozkładu. Przywołane dane gospodarcze skłaniają faktycznie do tego, by się z autorem Sleepwalkers zgodzić. Jeśli jednak chodzi o złożoną strukturę polityczną, gąszcz relacji i powiązań godny tysięcznego odcinka telenoweli, nietrudno zrozumieć, czemu współcześni uważali imperium Franciszka Józefa za anachroniczne. Clark pokazuje, że jedną z głównych przyczyn kryzysu, który latem 1914 roku doprowadził do wybuchu wielkiego konfliktu, było właśnie przekonanie, że Wiedeń nie ma prawa prowadzić polityki, która zapewni krajowi bezpieczeństwo. Tymczasem Serbia roszcząc sobie prawo do Bośni i Hercegowiny ciągle podważała prawo Habsburgów do rządzenia na tych terenach. To negatywna reakcja mocarstw na skromne w sumie żądania wysunięte wobec rządu w Belgradzie przez austro-węgierski rząd była początkiem eskalacji działań. Wobec braku międzynarodowych organizacji, żądanie nadzoru nad śledztwem w sprawie zabójstwa następcy tronu zdaje się być uzasadnione. Stanowiłoby to, oczywiście, pogwałcenie serbskiej suwerenności. Jednak fakty są takie, że ta nie kwapiła się, by przedstawić wiarygodne odpowiedzi. Zważywszy, że za morderstwem w Sarajewie stał szef serbskiego wywiadu wojskowego, nie jest to dziwne. A jednak Rosja i jej sojuszniczka, Francja, stanęły murem za Serbią. Trudno się tu dopatrywać moralnej słuszności.

Porzucenie myślenia o historii w kategoriach moralnej słuszności tej czy innej strony zdaje się być zresztą jednym z ważnych przesłań Clarka. Jego metoda polega raczej na obserwowaniu uwikłań konkretnych postaci w długie łańcuchy wzajemnych zależności, skomplikowane ciągi interakcji między poszczególnymi osobami oraz zderzaniu tej „perspektywy Mody na sukces” z szerszymi procesami. Dlatego tak fascynujące są opisane w książce procesy decyzyjne Brytyjczyków. Jeden z większych paradoksów polega na tym, że jednym z długofalowych czynników, które wpłynęły na przyłączenie się Wielkiej Brytanii do wojny, był fakt, że na początku XX wieku najbardziej obawiała się ataku Rosji na swoje kolonie, zwłaszcza Indie. I to w tej perspektywie należy patrzeć na zmianę sojuszy na początku drugiej dekady tego wieku.

Zderzanie przez Clarka perspektywy mikro (animozji między dyplomatami, rozgrywek między poszczególnymi centrami władzy, jak np. ministerstwa i dowództwa wojsk) i makro (długa perspektywa, interesy poszczególnych mocarstw) pokazuje, jak trudno jest opisać jakiekolwiek zjawisko ograniczając się do jednej z nich. Choć autor upiera się przy tezie, że większość czynników, które ostatecznie przeważyły szalę na stronę gigantycznej rzezi miała charakter nagłych zmian i przypadków, trudno zignorować system bloków sojuszy oraz złożone interesy mocarstw. Warto także odnotować, że historyk kładzie także nacisk na ramy poznawcze, w których poruszali się decydenci. Jednym z ważnych aspektów jest kryzys męskości spowodowany w dużej części walką o emancypację robotników i nie-białej ludności kolonii. Cytując obszernie wyrażenia używane przez należących do elity mężczyzn, Clark pokazuje lęk przed oskarżeniami o zniewieściałość. Porównania pacyfizmu do kastracji raz po raz nawracają w publikacjach i pamiętnikach decydentów epoki.

Decydenci tamtej epoki to zarówno muszący się starać o demokratyczny mandat ministrowie, jak i monarchowie. Autor Sleepwalkers opisuje bardzo ciekawie stan, który wyłonił się z okresu monarchii absolutnych. Na przełomie XIX i XX wieku koronowane głowy zajmowały istotne miejsce w systemach politycznych swoich krajów, ale ich panowanie było obwarowane rozmaitymi formalnymi i nieformalnymi ograniczeniami. Z racji na pokrewieństwo Cara Mikołaja, Kajzera Wilhelma i króla Anglii możliwe było także stworzenie równoległego do oficjalnego obiegu informacji. Jednakże, pomimo wymiany pisanych po angielsku listów między Nicky’ m (Mikołaja II) i Willym (Wilhelm II), żaden z monarchów nie był w stanie samodzielnie przeciwstawić się egzekutywie i parlamentowi.

Clark opisuje to wszystko w sposób wciągający, jednocześnie ilustruje swoje tezy bardzo starannie. Przypisy stanowią jakieś 40% tego, co zostało zawarte między okładkami. Dlatego chciałem w tym miejscu zastrzec, że wszelkie nieścisłości i braki warsztatowe mogą zostać wychwycone jedynie przez jakiegoś wysokiej klasy specjalistę od Pierwszej Wojny. Ale ci, jak wiadomo, nie będą wiarygodni, bo napisali już swoje książki. Połączenie w Sleepwalkers różnych perspektyw badawczych jest bardzo udane. Co więcej, ile razy trafia się w tej książce na bardziej nużący fragment, można liczyć, że zakończy się on jakąś fantastyczną anegdotą lub interesującym cytatem kogoś sławnego. Moim ulubionym jest pasaż, w którym Clark przedstawia ciąg decyzji austro-węgierskich elit zakończony wypowiedzeniem wojny Serbii.  Czytelnik, który przebrnie przez ten męczący fragment natrafia na kończący rozdział cytat z Freuda: „całe moje libido należy do Austro-Węgier”.

Podobno w marcu wybitne dzieło Christophera Clarka ma się ukazać po polsku. Licząc na dobre tłumaczenie – serdecznie zachęcam. Tym bardziej, że może i minęło sto lat, ale lekcje dotyczące tego, jak kończy się epoka może uchronią nas przed katastrofami większymi, niż bitwa pod Verdun.

***

Christopher Clark Sleepwalkers, Harper 697 stron

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *