Razem, ale jednak po lewej

Na łamach „Nowego Obywatela” Marcin Janasik umieścił bardzo ciekawy artykuł pod tytułem Razem, ale dokąd?. Nie dziwi mnie, że wzburzył lewicowe bajorko. Jest to tekst, który stanowi interesujące studium przypadku. Rzadko tak wyraźnie widać uprzedzenia powszechne w środowisku łódzkiego pisma. Choć bardzo lubię Nowego Obywatela, a redaktorzy i sympatycy wykonują kawał dobrej roboty, wydaje mi się, że środowisku czasem brak lustra, w którym mogłoby się porządnie obejrzeć.

Jest to zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę, że środowisko Nowego Obywatela uważa obecne elity za przeżarte neoliberalnym wirusem, pozbawione myślenia społecznego i państwowego. Nie są w tym odosobnieni. Co więcej stawiając taką diagnozę, nie można nie dojść do wniosku, że konieczne jest stworzenie kontrelity. Tak też swój cel środowisko łódzkiego pisma definiuje. Trudno temu nie przyklasnąć.

O ile podziwiam rewolucyjny żar, konieczność jego ciągłego podsycania przynosi czasem skutki odwrotne od zamierzonych. Rozumiem niechęć wobec warszawkowego środowiska Krytyki Politycznej, które zwłaszcza w ostatnim czasie oddaje łamy liberalnym czterdziestoparolatkom. Jednak wykrzykiwanie do każdego, kto chce słuchać, że to osoby zgromadzone wokół Remigiusza Okraski jako pierwsze podejmowały tematy wprowadzone do nieco szerszego obiegu przez zakon Sierakowskiego nie wydaje się najskuteczniejszą strategią budowania szerszego poparcia dla własnych idei. Rozumiem i doceniam, że z perspektywy Łodzi tak zwany „pakiet światopoglądowy” wydaje się mniej istotny od walki o równość materialną. Czego nie rozumiem, to umniejszania jego znaczenia dla lewicy oraz braku szacunku dla osób, które pakiet praw reprodukcyjnych oraz przyznanie podstawowych praw osobom nieheteroseksualnym uważają za sprawy istotne.

W kwestii współpracy Razem z PiS-em wrażliwość jest sprawą fundamentalną. PiS nie jest lewicą. Nawet nie, jak chciałby Janasik „konserwatywną obyczajowo socjaldemokracją”, ale reakcyjną prawicą. Prawicą, która pokazała, że kieruje się w swoich dążeniach doraźnymi celami bez dbałości o instytucje państwowe i procedury tworzące ramy działania obywateli i partii politycznych. Prawicą, która w imię ideologii przypuszcza atak na prawa kobiet, proponując ustawy, których wprowadzenie skutkowałoby niespotykanymi represjami wobec kobiet, bo tak się przedstawia postulat policyjnej kontroli nad rozrodczością. Prawicą, która co prawda nie robi wiele w sprawie masowej kradzieży pod hasłem „reprywatyzacji”, ale za to potrafi ułatwić życie deweloperom oferując możliwość pozbycia się stanowiących dobro wspólne drzew z prywatnych działek bez jakiejkolwiek kontroli ze strony władz. Prawicą, która rozważa wycofanie się ze z trudem przeforsowanego rozwiązania „złotówka za złotówkę” sprawiającego, że świadczeń społecznych nie traci się z dnia na dzień przekraczając arbitralny próg dochodów o dziesięć złotych. Prawicą, której lewicowość ogranicza się do wprowadzenia programu 500+, który jednak zamiast rozszerzać stara się zawężać. Czemu świadczenia automatycznie nie mieliby dostawać samotni rodzice? Czemu dzieci jednego ojca, jeśli mają przyrodnie rodzeństwo nie są objęte programem? Ciekawe też, że propozycje sfinansowania programu ze zwiększonych wpływów z VAT-u skończyły się na symbolicznym wprowadzeniu drakońskich kar za przestępstwa podatkowe. Widocznie trwająca od prawie trzech dekad „wojna z narkotykami” nie nauczyła decydentów, że same represje prowadzą donikąd. Nie widzę też, by prawica dążyła do wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy albo ukrócenia samozatrudnienia w sektorze publicznym. Jeśli była jakaś dyskusja o podatkach, to ją przegapiłem. Wydaje mi się jednak, że trend podnoszenia podatków pośrednich i opłat, czyli podnoszenie opodatkowanie regresywne wprowadzane po cichu za plecami obywateli, który to sposób zwiększania wpływów nasze państwo opanowało do perfekcji będzie miał się dobrze.

Wrażliwość lewicowa pozwala dostrzec różne wymiary represji. Lewica musi rozumieć, że upokarzanie kogoś ze względu na zamożność i upokarzanie kogoś ze względu na orientację seksualną jest tak samo upokarzaniem. Represje wobec biednych tak samo są represjami, jak represje wobec osób niewyznających rzymskiego katolicyzmu. Jeśli się o tym zapomni, to może łatwiej jest bronić reakcyjnej prawicy jako antyoligarchicznych, populistycznych socjaldemokratów.

Nie mam pojęcia, skąd Marcin Janasik wie, że „pisowcy czują się autentycznie obrońcami i gospodarzami Polski”. Nawet jeśli faktycznie to dla nich „święta misja, czują się odpowiedzialni za społeczeństwo i utożsamiają się raczej [pogrubienie – K.T.] z tymi, którzy cierpią, niż z tymi, którzy ich od 28 lat łupią”, to co z tego? Jeśli poczytać wywiady z byłymi ministrami Platformy, których Cezary Michalski dla KP przeprowadził już chyba z milion, to widać, że w rządzie PO poczucie misji było całkiem spore. Nawet sławna taśma z nagraniem ministra Sienkiewicza pokazuje sporą dozę troski o państwo (polecam transkrypcje, są fascynujące). Podejrzewam też, że na przykład dożywotni prezydent Zimbabwe Robert Mugabe może być równie szczerze przekonany o świętości swojej misji. Tylko co z tego?

Polityka to nie jest tylko czystość przekonań i szczere serce. Wydaje mi się, że skutek polityki jest znacznie ważniejszy. Przecież Leszek Balcerowicz jest w swoich przekonaniach bardzo szczery. Wprowadzenie przezeń planu stworzonego przez Jeffreya Sachsa nie było motywowane chęciami osobistych korzyści. Jestem o tym przekonany. Ale to nie zmienia faktu, że terapię szokową uważam za jedną z bardziej dotkliwych katastrof, jakie spotkały polskie społeczeństwo. A jeśli się spojrzy na działania rządu, to obrazek jest jednak daleki od lewicowych ideałów. Chyba lewicowość polityki sprowadza się jednak do 500+. Bo jak lewicowe jest przyzwalanie na dalszą dziką reprywatyzację? Jak lewicowe jest demolowanie systemu szkolnictwa? Jak lewicowy jest podarunek na rzecz „świętej własności”, jakim jest pozwolenie na wycinkę bez zezwoleń? Czy paraliż Trybunału Konstytucyjnego, który wydawał bardzo różnorodne orzeczenia, ale którego obowiązkiem jednak jest pilnowanie Konstytucji – podstawowego aktu prawnego jest lewicowe? Czy arbitralność działań władzy jest lewicowa?

Nie jestem pewien, czy na „fundamentalnym, moralnym i mentalnym poziomie środowiska Razem i PiS są bardzo podobne”. Nie mieliśmy okazji sprawdzić, jak skuteczne w obsadzaniu publicznych spółek swoimi ludźmi byłoby Razem. Wiemy natomiast, że PiS okazało się być w tym bardzo sprawne. Naprawdę mam nadzieję, że obydwa środowiska dzieli więcej, niż fakt, że „pod kątem duchowym mają nieco inną wersję tego samego archetypu mesjańsko-prometejskiego”.

Może coś przegapiłem, ale wydawało mi się, że Razem dystansuje się do KOD-u. Wydaje się, że z powodów, o których pisałem trochę tutaj. Dystansuje się jednak także od rządzącej prawicy, bo kieruje się zupełnie inną wizją świata. Nawoływanie do współpracy lewicy z partią, która „lewaków” ma w pogardzie nie wydaje się rozsądne. Czy to z praktycznego czy z teoretycznego punktu widzenia punkty styczne prawie nie istnieją. Nie mówiąc już o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego, jakby nie patrzeć, to też są elity.

Fakt, że PiS ciągle mówi o „pokrzywdzonych” jeszcze nie znaczy, że się nimi zajmuje naprawdę. Sposób definiowania krzywdy bywa zresztą osobliwy. Pamiętam, że na festiwalu Nowego Obywatela Andrzej Gwiazda w jednej ze swoich licznych peror dowodził, że PiS jest partią biednych ludzi, ponieważ interesuje się biedniejszymi regionami. Tak, jak zainteresowanie biedniejszymi regionami (choć chwalebne) nie przekłada się na działanie w interesie biednych, tak samo działanie w imieniu „okradanych” nie znaczy jeszcze, że się problem rozwiązało. Za pierwszego PiS-u pomysł na walkę z korupcją ograniczył się do stworzenia kolejnej siły policyjnej, która miałaby zająć się tym problemem. I zdaje się, że horyzont partii Jarosława Kaczyńskiego się od tamtego czasu wiele nie poszerzył.

Nie wiem też, czy bardzo lewicowy jest fakt, że partia głosząca swoje społeczne nastawienie po raz kolejny funkcje gospodarcze pozostawia jakiemuś zewnętrznemu ekspertowi. Poprzednim razem skończyło się to praktyczną likwidacją podatku spadkowego. Tymczasem same ideały niczego nie załatwią, jeśli nie umie się ich przełożyć na konkretne polityki. A to tutaj możnaby szukać pól współpracy.

Niestety, jeśli prawica reprezentuje bajkową wizję świata, o takie pola będzie trudno. Rodem z bajki jest bowiem przekonanie, że wiecznie jacyś „inni” brużdżą tym „normalnym”. W rzeczywistości zło, to nie smok, którego wystarczy zabić, by w krainie znów zakwitły drzewa. To kwestia mentalności, kultury i procedur. Zazwyczaj zło to nie jest wynik działań metafizycznej siły, ale kwestia słabości, małych kompromisów.

Jeśli jednak ktoś nieustannie szuka Złego Czarnoksiężnika, jest gotów wyciąć wszystkie drzewa, bo zasłaniają mu widok i bije wszystkich, bo stają mu na drodze, ciężko z taką osobą budować coś wspólnego. Dlatego niezależnie od faktu, że PO, Nowoczesna, Kukiz czy SLD nie są dla Razem towarzyszami w politycznej podróży, nie może być nim także PiS.

Propozycja ta świadczy moim zdaniem o myśleniu życzeniowym. Jak bardzo byśmy nie chcieli tworzyć „kontrelity”, która zagwarantuje, że nie wróci powolny dryf i dyskretny demontaż państwa, jaki znamy z czasów PO, to dążenia lewicy i prawicy są różne. Nie będzie więc sojuszu „ekstremów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *