Wiosenna chandra

Wiosenne deszcze zmyły już mniej więcej to, co wychynęło spod śniegu. Pojawiają się pierwsze pąki. Wraz z wiosną zwiększać się także zaczyna polityczna aktywność.

Pisałem już kiedyś, że jednym z głównych zagrożeń dla debaty publicznej jest obracanie się w sferze wygodnej abstrakcji. Przerzucanie się hasłami, które każdy może rozumieć po swojemu wszędzie na świecie stanowi oczywiście element gry politycznej. Kiedy jednak ten typ przekazu dominuje praktycznie całą debatę publiczną, robi się niebezpiecznie. Dyskusja jest prawie niemożliwa, zaś same hasła przestają być ważne. Istotne są plemiona, które tworzą się wokół tych totemowych haseł. Główną funkcją komunikatu staje się wzmacnianie spójności własnej grupy.

Przeciwdziałanie temu zjawisku jest bardzo trudne. Obecnie jest to może nawet trudniejsze, niż kiedyś. Większość ludzi odczuwa bowiem silną potrzebę przynależności. Wbrew temu, co chcielibyśmy o sobie myśleć, raczej nie jesteśmy oryginalni i otwarci na nowości. Poczucie identyfikacji z jakąś grupą potrafi dać niezłego kopa. Tymczasem w naszej płynnej nowoczesności, jesteśmy, żeby nie zwariować, zmuszeni do ciągłego dystansowania się od własnych działań. Odnaleźć poczucie wspólnoty jest zadaniem prawie niemożliwym. Wysyp sekciarskich grup dyskusyjnych na Facebooku jest tego efektem, podobnie jak popularność sekt religijnych działających w ramach większych religii instytucjonalnych lub poza nimi.

Nie chodzi oczywiście o to, że w dawnych mitycznych czasach ludzie nie podążali za charyzmatycznymi jednostkami albo nie dawali się uwieść wątpliwym obietnicom. Intuicja podpowiada mi, że zmiana polega na pewnym przesunięciu. Nisze funkcjonowały kiedyś obok propozycji identyfikacji skierowanych do szerokich rzesz ludzi, wypełniając niewielką pozostałą przestrzeń wokół masowych partii czy wielkich religii. Nastanie trendu, w ramach którego coraz mniej jest propozycji powszechnych, skierowanych z założenia do wszystkich, a zamiast tego cała przestrzeń wypełniona jest sąsiadującymi niszami daje się zaobserwować w kolejnych sferach. Niedługo nic już nie będzie mainstreamem.

Jeśli spojrzeć przez pryzmat tych zjawisk na polską politykę, znakomicie widać analogie. Każda z partii opozycji parlamentarnej stara się zagnieździć w swojej niszy. Jak ryby, które trafiły do podziemnych jaskiń tracą stopniowo umiejętność widzenia, a w końcu zanikają i ich oczy. Tracą pigment. Co nie przestaje mnie zaskakiwać, to fakt, że znajduje się tylu fascynatów rzadkich gatunków, pasjonatów gotowych spędzić życie na śledzeniu ślepych ryb.

Muszę jednak przyznać, że te stworki potrafią zaskoczyć. Sądziłem, że Platforma opadnie na dno brzuchem do góry. Okazuje się jednak, że wciąż pływa. Ogłoszenie, że premierem w gabinecie cieni będzie Grzegorz Schetyna wydawało mi się raczej śmieszne. Tymczasem wraz ze zmęczeniem przepychankami nieudolnej opozycji, zdaje się, że PO – przynajmniej chwilowo – odzyskuje siły do żwawego machania swoim rybim ogonem.

Niemniej nadal nie potrafię uwierzyć, by w ciągu kilku lat stworzenia dobrze już przystosowane do życia bez światła potrafiły wypłynąć na szerokie, rozświetlone słońcem wody.

Tak mnie naszło w kolejny pochmurny, osnuty smogiem dzień. Kłaniam się.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *