Pęknięta sieć

Na wstępie muszę przyznać, że pomimo ciągłego połączenia z siecią, nie czuję się swobodnie w internecie. Słowne gierki, memy i inne przejawy onlajnowego życia docierają do mnie z opóźnieniem. Nawet przy najszczerszych chęciach trudno mnie uznać za trendsettera. Czytając kolejne książki Cory’ego Doctorowa wyraźnie odczuwam, że gamerzy, biegłe w programowaniu geeki zaludniające strony tych powieści stanowią odrębny gatunek. Gatunek, który trzeba poznać, bo tak zwane „nowe technologie” wpływają na nasze życie w coraz bardziej dojmujący sposób. Tym bardziej warto poznać książki, które pokazują, w jaki sposób ciągle rozdzielane w publicznych dyskusjach real i świat sieci są ze sobą rzeczywiście splecione. Takie, jak Kill All Normies Angeli Nagle.

Zanim postanowicie nie czytać dalej, pozwólcie mi się wytłumaczyć. Nie zamierzam dołączać do chóru technologicznych optymistów. Daleko mi od poglądu, który Evgeny Morozov nazwał solucjonizmem: przekonania, że odpowiedni rozwój mocy obliczeniowych, wynalezienie nowych maszyn, aplikacji i tak dalej może rozwiązać problemy ludzkości niejako sam z siebie. W samego Morozova, choć go cenię, także bawić się nie zamierzam. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jedną z jego niezwykle trafnych obserwacji, zresztą dla obeznanych choćby z klasycznymi pozycjami szkoły krytycznej, jak Społeczna funkcją filozofii, niezbyt odkrywczą: nie ma czegoś takiego, jak „czysta” technologia. Już choćby to kto daną rzecz produkuje, zamierza czerpać z niej zyski i jak sobie wyobraża użytkowników sprawia, że technologia jest polityczna.

Być może Sieć jako taka nie jest prawicowa czy lewicowa, koniecznie reakcyjna lub progresywna. Niemniej różne tendencje ideologiczne dochodzą w niej do głosu w określonych momentach z różną siłą. W swojej książce Angela Nagle śledzi wojnę kulturową, która toczy się on-line. Jest to przede wszystkim wojna domowa pomiędzy różnymi odłamami amerykańskich „internetów”. Dlaczego zatem mielibyśmy się nią interesować w naszej części Europy? Po pierwsze dlatego, że jedna z armii tej wojny pomogła dojść do władzy Donaldowi Trumpowi, co autorka pokazuje może w odrobinę zbyt dużym uproszczeniu, ale bardzo przekonująco. Po drugie, logika tej wojny jest odczuwalna w całym świecie zachodnim i zwiastuje, zdaniem Nagle, upadek nadziei na stworzenie „społeczeństwa sieci”.

Zamiast demokratycznej, otwartej globalnej społeczności, której nadejście prorokowali, jak nam się w Kill All Normies przypomina „Manuel Castells i liczni komentatorzy związani z magazynem Wired”, mamy raczej do czynienia z dwoma plemionami, które oskrzydlają zupełnie skostniały, bełkotliwy i pozbawiony siły mainstream. Książkę Nagle można czytać także jako oskarżenie rozmemłanej postpolityki, która pozwala wyznawcom neoliberalnych dogmatów spokojnie demolować świat. Odpowiedzią na to jest polityka tożsamości.

Z jednej strony mamy zatem trolli z alt-rightu (i alt-lightu) – nowej prawicy. Od konserwatystów w starym stylu różni ich dystans do wiary i otwarty cynizm. Nagle pokazuje, że mizoginia i seksizm są centralnym punktem ich tożsamości. Bo w zasadzie trudno znaleźć inny punkt zaczepienia. Według autorki kultura chanów, z której wyrosło szersze zjawisko alt-rightu hołduje wartości transgresji dla samej transgresji. Kampanie nienawiści, długotrwałe nękanie, groźby zabójstw i gwałtów, wysyłanie pornograficznych obrazów – to wszystko jest opisywane przez alt-right w kategoriach „dystansu”, „żartu” i „przesuwania granic”. Te kampanie wymierzone są w osoby, które postrzega się jako wrogów „wolności”. Dotyka to zwłaszcza kobiet i krytyków brutalnej alt-rightowej kultury. Z opisów wynika, że armie męskich mizoginistycznych trolli gotowi są poświęcić wiele wysiłku, by pomścić wszelkie wyobrażone krzywdy.

Jak mogą robić tak straszne rzeczy, jak grożenie gwałtem, wysyłanie pornograficznych obrazków rodzicom samobójców i czuć się z tym dobrze? Nagle proponuje ciekawą odpowiedź. Tych, którzy pamiętają, jak recepcja zachodnich postmodernistycznych teorii, wyrosłych przecież w znacznym stopniu ze środowisk lewicowych, w naukach społecznych w Polsce dokonana została przez konserwatystów (dobrym przykładem jest tu Andrzej Zybertowicz) pewnie ona nie zdziwi. Niemniej bardzo mocno wybrzmiewa oskarżenie autorki pod adresem kontrkultury. Wyrosłe z ruchów 1968 ideologie głosiły wszak także „zabrania się zabraniać” i żądały absolutnego prawa do samorealizacji. Moim zdaniem akt oskarżenia pod adresem kontrkultury powinien opierać się na tym, że to z nich wyrosła reaganomika i ślepa wiara we wzrost (samorealizacja przez rynek). Angela Nagle akcentuje raczej, że głoszenie absolutnej wolności, podłączanie się pod tradycję transgresji (De Sade, Bataille), wbrew temu, co zwykło się sądzić na lewicy, nie gwarantuje wyzwolenia. Jak pokazuje historia portalu 4chan i ruchów nowej prawicy – te same idee wyzwolenia przez akty transgresji panującego porządku mogą zostać znakomicie wykorzystane przez seksistowskich i faszystowskich trolli. A jeszcze gorszą dla lewicy (w sumie dla wszystkich, jak sądzę) jest to, że to „prawica hipisowska” (przez analogię do „prawicy heglowskiej” itd.) jest skuteczna politycznie.

Jeśli po pierwszej połowie książki czytelnik Nagle nie jest dostatecznie przygnębiony i przerażony zanikiem wspólnej przestrzeni, to po opisie „hipisowskiej lewicy” porzuca wszelką nadzieję, że baumanowska pusta agora kiedykolwiek jeszcze się zapełni. Lewa strona, skupiona wokół serwisu Tumblr i zrzeszająca m.in. kampusowych aktywistów jest do tego stopnia skoncentrowana na dzieleniu włosa na czworo, że nie ma czasu na nic innego. W tym wydaniu polityka tożsamości, wyprana z jakichkolwiek aspektów ekonomicznych, polega na wymyślaniu kolejnych podkategorii. Przy czym kultura tych stron oparta jest na podkreślaniu pozycji słabości i uznaniu dowolnej autoidentyfikacji. Wyklucza się wszelkie głosy krytyczne.

To właśnie ta kultura odpowiada za wprowadzenie na amerykańskich kampusach tzw. trigger warnings. W moim przekonaniu, a o ile dobrze wyczuwam stanowisko Nagle jest raczej podobne, jest to szkodliwa instytucja, która ogranicza wolność dyskusji i szkodzi kulturze intelektualnej. Założenie, że dorosłe osoby muszą być ostrzegane przed treściami, które mogą „wywołać wzburzenie” jest ogromnie szkodliwe. Pokazuje to bowiem, że celem instytucji nie jest przekazanie wiedzy, uformowanie pracownika czy intelektualisty, ale zapewnienie komfortu. Nie wiem, czy jest coś dalszego od oświeceniowych idei, niż założenie, że najważniejsze jest niekonfrontowanie studentów z potencjalnie niepokojącymi lekturami.

Jak stwierdza Nagle ta lewica tożsamościowa jest wobec alt-rightu kompletnie bezbronna. I to bynajmniej nie z powodu własnego braku agresji. Autorka Kill All Normies przytacza kilka mocno niepokojących ataków strony progresywnej na osoby publiczne jej zdaniem niedostatecznie „wrażliwe”. Najgłośniejszymi przykładami są tutaj politycy lewicy próbujący skierować dyskusję na tematy ekonomiczne: Bernie Sanders w USA i Jeremy Corbyn w Wielkiej Brytanii. Nagle okazało się, że Berniego Sandersa popierają tzw. „berniebros” – młodzi biali mężczyźni, którzy nie szanują kobiet. Dla aktywistów z okolic Tumblr’a to, że Sanders był w dużej mierze popierany także przez młode kobiety, co pokazywały dane, nie miało znaczenia. Ta awantura była jedną z przyczyn porażki senatora z Hillary Clinton w wyścigu o nominację prezydencką. A tym samym ułatwiło jeszcze zadanie Trumpowi. Podobnie w wypadku Corbyna: przylepieniu łatki homofoba i transfoba nie przeszkadzał fakt, że zawsze popierał głośno prawa mniejszości i odpowiednio do tego głosował w parlamencie.

Lewica tożsamościowa jest bezbronna, ponieważ jej zasadniczym celem nie jest budowanie wspólnoty, ale nieskończony ruch w wyróżnianiu kolejnych, coraz mniejszych mniejszości. Nawiasem mówiąc, ostatnio zwrócono mi uwagę, że pierwszym etapem było rozszerzenie ruchu walczącego o równouprawnienie dla mniejszości seksualnych o „T”. Według mojego rozmówcy transseksualizm różni od LGB skupienie na jednostce: na tożsamości konkretnej osoby. Nie chcę przez to powiedzieć, że bycie uwięzionym w pułapce nieswojej płci nie stanowi źródła cierpienia, a więc, że takim osobom nie należy ułatwiać jej zmiany. Sądzę tylko, że nieprzypadkowo jednym z ulubionych oskarżeń lewicy tożsamościowej okazuje się zarzut transfobii. To jest zresztą centralny problem: głównym orężem są oskarżenia o niedostateczną wrażliwość (arbitrem w tej sprawie jest zazwyczaj oskarżający). Jest to jednak metoda nieskuteczna w walce z przeciwnikiem, dla którego brak wrażliwości jest programowy. Co więcej, jak zauważa Nagle, ktoś przyzwyczajony, że otrzyma trigger warning zwyczajnie nie potrafi dyskutować. Nie potrafi zatem intelektualnie poradzić sobie z zalewem nowego faszyzmu.

Czy jest zatem jakaś nadzieja na odzyskanie wspólnego? Czy możliwa jest odnowa polityki? Nagle nie daje odpowiedzi na te pytania. Ponieważ autorka skupiona jest na walkach o hegemonię kulturową, jej recepta także tego dotyczy. Podstawowym postulatem jest więc sprzeciw wobec tolerowania transgresji dla samej transgresji. Problem w tym, że to wymagałoby na przykład przemodelowania całego świata sztuki współczesnej. Ten rodzaj dyskursu jest w krytyce sztuki absolutnie dominujący, z czego zresztą kpiła cała rzesza (niekoniecznie konserwatywnych) autorów z Michelem Houellbecquiem na czele. A to byłaby zmiana najłatwiejsza. Bo zmiana popkulturowego przekazu, wedle którego wartość mężczyzny liczy się liczbą  podbojów, co zasugerował w charakterze rozwiązania Krzysztof Posłajko w fejsbukowej dyskusji o książce, to już sprawa znacznie cięższa.

Dodatkowo jeśli na sprawę spojrzeć z perspektywy technologii, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. W jednym z wywiadów amerykański komik Louis C. K. opowiada o tym, że uczenie dzieci empatii jest obecnie znacznie trudniejsze. Napisanie komuś na ekranie czegoś przykrego lub obraźliwego jest znacznie, znacznie łatwiejsze, niż powiedzenie tego drugiej osobie w twarz. Co więcej dziecko, które dopiero uczy się konsekwencji swoich działań, nie ma szans zobaczyć, jakie emocje wywołuje u rozmówcy. Dodajmy do tego drobny fakt, że aplikacje specjalnie projektuje się tak, by uzależniały użytkowników oferując cały czas drobne gratyfikacje. A na to nałóżmy fakt, że algorytmy rozmaitych portali coraz dokładniej kroją ofertę pod konkretne osoby. Nie wygląda to zbyt pocieszająco, prawda?

Chciałbym zakończyć tę recenzję jakimś pozytywnym akcentem. Niestety wszystko, co mogę zrobić, to podzielić się przekonaniem, że po III Wojnie Światowej oparta na w pełni zautomatyzowanej produkcji gospodarka centralnie planowana przez uczące się programy komputerowe będzie prawdopodobnie działać naprawdę świetnie. W każdym razie Kill All Normies warto przeczytać.

***

Angela Nagle

Kill All Normies: The online culture wars from Tumblr and 4chan to the alt-right and Trump

wyd. Zero Books, Winchester, UK; Washington, USA 2017

Jeden komentarz

  1. Świetny tekst na temat interesujacaej książki. Natomiast regularnie w takich trzeźwych analizach na lewicy nie dochodzimy do końca. Zatrzymujemy się gdzieś w pół drogi. Przy analizie alt-right, chętnie rozważamy szerszy kontekst ekonomiczny, przemiany kulturowe etc etc. Ale zawsze ograniczamy się do analizy „białych mężczyzn”. Dynamika przemian wśród młodych Afroamerykanów, czy wśród młodych europejskich Arabów jest zawsze poza zasięgiem komentatorów. Koszmarny rasizm, antysemityzm, homofobia i seksizm tych środowisk kulturowych zawsze były bagatelizowane. Jestem przekonany, że nie można zrozumieć tego co się dzieje na alt-right, jeśli nie skonfrontujemy się z dynamiką etniczno-kulturowych przemian w społeczeństwie zachodnich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *